WYBIĆ GWÓŹDŹ W TARCZY „ŻYCIE”

W gwarze kurkowej istnieje takie pojęcie jak „wybić gwóźdź”. Jest to nie tyle strzał w przysłowiową dziesiątkę, ile w cieniutki gwoździk, na którym umieszcza się tarczkę finałową każdego strzelca. Wybicie gwoździa jest równoznaczne z oddaniem najlepszego strzału w danej konkurencji. Na to, aby stać się strzelcem wyborowym, trzeba wytrwale pracować, a końcowy efekt uzależniony jest od wielu czynników. Tyle samo, a może nawet więcej sprawia, że realizujemy cele w życiu – i te prywatne, i te biznesowe. Jak uczynić, żeby podejmowane decyzje były najlepszym strzałem?

Być świadomym siebie

Łatwo napisać, trudniej wykonać. Poszukiwanie własnej tożsamości, miejsca w świecie i celów w życiu naprawdę takie łatwe nie jest. Trzeba wiedzieć przede wszystkim, dokąd chce się dotrzeć, jak się jest przygotowanym do tej drogi, a czego jeszcze brakuje, żeby ją przejść bez większych strat. Trzeba wierzyć w siebie. Niesamowitym wyzwaniem jest podjęcie świadomego działania, gdy nie wie się, jakie obszary wymagają pracy nad sobą. Mnie było bardzo trudno znaleźć drogę, dopóki nie zaczęłam się sobie przyglądać i zastanawiać: czego tak naprawdę w tym swoim życiu chcę?

Jeżdżą i wygrywają!

W ruchu kurkowych bractw strzeleckich, do którego należę od ponad dekady, jest naprawdę dużo osób, które jeżdżą, żeby wygrywać. Ba! Te osoby jeżdżą i wygrywają! Często zdarza się, że wchodząc na strzelnicę, po przywitaniu z kolegami, przechodzą do stołu, na którym leżą nagrody. Przyglądają się im i wybierają te, które chcieliby zabrać do domu. A potem wykupują bilety w danej konkurencji i zaczynają rywalizację. Głównie ze sobą. Strzelający od wielu lat, z jednej broni ustawionej pod siebie doświadczają uruchomienia tzw. pamięci mięśniowej. To intrygująca zdolność. Owi zawodnicy nie muszą specjalnie celować w tarczę, żeby oddać dobry, a nawet bardzo dobry strzał. Wysoki poziom sprawności zawdzięczają przede wszystkim wielogodzinnemu doskonaleniu na treningach, ale także znajomości teoretycznej technik strzeleckich. Ci, którzy nie mają podstawowej wiedzy, nie osiągają spektakularnych sukcesów.

Pragnienie nagrody

Tak było ze mną. Nie wiedziałam, jakiej nagrody pragnę. Wykupowałam bilety w rożnych konkurencjach, nie zastanawiając się czy te szanse są mi potrzebne. Nie miałam przygotowania teoretycznego, co tylko utrudniało moje zmagania. Doznawane porażki powodowały we mnie frustrację, a ta obniżała i tak niskie poczucie własnej wartości. Poza tym odpowiedzialnością za niepowodzenia obarczałam wszystkich i wszystko dookoła, tylko nie siebie.

I żeby było jasne – nie mam na myśli zawodów strzeleckich, a realne życie.

Jeszcze do niedawna nie byłam świadoma celu swojej egzystencji. Tego, co chcę zawodowo robić, dokąd zmierzać, jakimi ludźmi się otaczać, w czym jestem dobra, a z czym sobie nie radzę. Nie myślałam, nie analizowałam, tylko marnowałam czas i energię na podejmowanie działań, które do niczego mnie nie przybliżały. Bo do czego miały przybliżać, skoro nie miałam określonego celu? Nie miałam również podstaw teoretycznych – jasno sprecyzowanych wartości, zasad i samoświadomości. No i zdecydowanie brakowało mi wiary w siebie.

JAK NIE WIESZ, CZEGO CHCESZ, TO MASZ TO, CZEGO NIE CHCESZ

– CHUCK PALAHNIUK

Popełniałam te same, a nawet coraz gorsze błędy, po których jako człowiek wstydziłam się swojego zachowania. Pracowałam zdecydowanie poniżej swoich kwalifikacji, bo miałam przekonanie, że nie jestem dość dobra na fajną pracę za godziwe wynagrodzenie. Nieświadomie pozwalam sobą pomiatać, bo nie czułam się dość wartościowa, żeby być traktowaną z szacunkiem. Angażowałam się w toksyczne związki z mężczyznami, trwając w przekonaniu, że za każdym razem to ja dawałam więcej, nie otrzymując nic lub prawie nic dobrego w zamian. Tolerowałam kłamstwa, niedotrzymywanie słowa, przedmiotowe traktowanie i chamskie odzywki, jednocześnie wkurzając się i domagając szacunku, którego samej sobie (oczywiście nieświadomie) odmawiałam. Godziłam się na byle jakie życie, bo nie miałam sprecyzowanej wymarzonej własnej wizji.

Zatem dostawałam wszystko, czego nie chciałam. I przyciągałam do siebie ludzi, którym pozwalałam się źle traktować. Do czasu serii porażek – w krótkim czasie i w każdym obszarze życia.

Wtedy dopiero zaczęłam myśleć. O sobie. Ale najpierw się wkurzyłam.

Przynależność do stada

Gdy trafiłam do ruchu, strzelanie w ogóle mnie nie interesowało. Potrzebowałam przynależności do stada, bo wyszłam z domu rodzinnego w złości, trzaskając drzwiami. Byłam między trzecim, a czwartym rokiem studiów filologicznych. Z jedną wypłatą w kieszeni i nagłą zmianą było mi bardzo ciężko. Jeden z braci skontaktował mnie z redaktorem lokalnego tygodnika, dzięki czemu jeszcze przed podjęciem praktyk, pracowałam w zawodzie. Jeździłam po strzelnicach, sporadycznie wchodząc w rolę strzelca, dokumentując za to ich poczynania. W miarę upływu czasu, kiedy zrezygnowałam z pracy w gazecie, rozwijałam się w działce dokumentalistki – najpierw prowadząc kronikę, stronę internetową i sekretariat bractwa, a potem szczebel wyżej – okręgu. Pisanie było mi potrzebne, chociaż wtedy nie wiedziałam do czego.

Obserwowałam ludzi. Odkrywałam nowy świat. Ze zdumieniem i zazdrością dostrzegałam, że małżonkowie mogą być dla siebie przyjaciółmi, że pomimo rywalizacji o nagrody, ludzie się lubią i darzą szacunkiem, że można w życiu kierować się honorem i wartościami. Dalej jednak twierdziłam, że strzelanie nie jest dla mnie. Pamiętam słowa jednego z członków naszego stowarzyszenia: Jak spróbujesz, to Ci się spodoba. Zaczniesz się nakręcać i chcieć więcej. Adrenalina, jaką daje rywalizacja, też z samym sobą, sprawi, że nie będziesz chciała się zatrzymać.

Początek zmiany to kryzys

Tak było. Z tym moim strzelaniem na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat, ale także z poznawaniem siebie – od roku. Niesamowite jest to, że dopiero po dekadzie obserwowania innego życia, nastąpiła zmiana mojego postępowania.

Jej początku upatruję w kryzysie emocjonalnym. Po raz kolejny doświadczyłam bolesnego odrzucenia. Najpierw jak zwykle wpadłam w czarną rozpacz. Znajome koleżanki – frustracja i panika – podsunęły mi stare rozwiązania: użalanie się nad sobą, marudzenie i przerzucanie odpowiedzialności na innych.

Jednak tym razem było inaczej, bo zanim doświadczyłam odrzucenia, dostałam coś, czego brakowało w całym moim życiu – spokój i bezwarunkową akceptację.

Stanęłam do walki o nagrodę „SZCZĘŚCIE” w konkurencji „ŻYCIE”

Wiedzy, którą mogłabym wykorzystać w rozwoju, nie miałam, bo nie wyniosłam z domu pewności siebie, umiejętności budowania relacji opartych na szacunku do drugiego człowieka i samoświadomości. Wszystkiego musiałam się nauczyć. To trudna i bolesna lekcja.

Odrabiam zadania, zdobywając nowe kompetencje. Dogłębnie i szczerze przeanalizowałam swoje dotychczasowe postępowanie. Przyznałam się do porażek i wreszcie wzięłam za nie odpowiedzialność. Pierwszy raz w życiu wyznaczyłam sobie cele do zrealizowania. Wymyśliłam wizję swojej przyszłości. Odcięłam się od ludzi, którzy nie sprzyjali mojemu rozwojowi. Zebrałam dowody na to, że moją drogą zawodowego spełnienia jest pisanie, tworzenie. Zrezygnowałam z pracy i poszłam na swoje. Lekko nie jest, ale wiem, po co to robię. Zaczęłam pracować nad relacjami, szczególnie z kobietami, bo wcześniej zupełnie ich w moim życiu nie było.

Jestem w nieustannym rozwoju. Każdego dnia rywalizuję ze sobą. Napędzam się adrenaliną i małymi sukcesami. Nareszcie wiem, dokąd i po co zmierzam. Wiem, jaka nagroda mi się podoba i dlaczego chcę ją zdobyć. Jestem świadoma swoich mocnych stron i tego, nad czym jeszcze chcę popracować.

Z determinacją trenuję, żeby niedługo oddać najlepszy strzał i wybić gwóźdź w tarczy „ŻYCIE”.

Małgorzata Siemianowska – ekspertka od tworzenia treści, która wie, jak napisać kreatywny/ rzetelny/ mocny/ piękny/ poruszający odbiorcę/ spełniający oczekiwania Klienta tekst.

Mówi o sobie, że ma licencję na treściowanie i głowę załadowaną oryginalnymi pomysłami. Strzela treścią odważnego kalibru, żeby wesprzeć Klientów w wyprzedaniu konkurencji. Prowadzi FABRYKĘ TREŚCI w której z myśli i potrzeb Klientów tworzy unikatowe teksty różnego rodzaju i przeznaczenia.

Od ponad dekady dokumentuje życie ruchu kurkowych bractw strzeleckich Rzeczpospolitej Polskiej. Jest sekretarzem Okręgu Bydgoskiego – prowadzi stronę internetową, kronikę i dokumentację jednostki, pod którą podlega 10 stowarzyszeń.

Założyła blog Poza protokołem, za pomocą którego dzieli się skutecznymi rozwiązaniami wypracowanymi w sekretariacie stowarzyszenia.

Fascynuje ją tworzenie stron internetowych na Worpressie.

Wierzy, że każdy spotkany człowiek i każde zdarzenie w życiu pojawia się w konkretnym celu.

Jeśli chcesz coś napisać, ale nie wiesz jak, napisz do Małgorzaty!

www.fabrykatresci.pl

www.pozaprotokolem.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s