Korekta i redakcja to standard. Preedycja to półka wyżej.

Masz napisaną książkę. Stawiasz kropkę. Niestety, to nie koniec. Czekają cię zmiany – zmiany w treści książki (redakcyjne) i w języku (korekta). Niestety tych zmian dokonują inni. A co by było, gdybyś cały czas miał władzę nad doskonaleniem swojego tekstu?

Nie raz zetknęłam się ze śmiałymi uwagami, informacją zwrotną pełną arogancji, jednoznacznymi osądami tam, gdzie nie istnieje 100% pewności. Z łatwością wskazujemy błędy, słabe punkty, niedociągnięcia. Powstaje pytanie, po co taki feedback? Żeby wstrząsnąć piszącym i uświadomić mu jak jest mierny? W wielu przypadkach opinie nie pomagają w dalszej pracy nad tekstem – po prostu podcinają skrzydła.

Jak pracować nad tekstem, aby był lepszy

Przez doskonalenie rozumiem nie tylko spójność tekstu i eliminację błędów od logicznych po ortograficzne, ale i uczynienie przekazu bardziej przystępnym i atrakcyjnym dla czytelnika.

Pierwszy etap to autokorekta. Napisany tekst odkładamy na jakiś czas (zależnie od decyzji może to być kilka dni lub ponad tydzień), aby do niego usiąść ponownie i wprowadzić zmiany. Zdarza się, że wtedy znikają całe partie tekstu lub dopisywane są nowe.

Po takim kroku zwykle uznajemy, że tekst jest gotowy i podajemy go dalej. W self-publishingu sami znajdujemy redaktora i korektora, a w wydawnictwach otrzymujemy takich specjalistów, którzy zajmą się weryfikacją wielu aspektów tekstu. Warto być przygotowanym na wiele uwag, merytoryczną krytykę i mieć szacunek do pracy edytora, korektora, redaktora. Oni nie działają przeciw nam, a starają się, aby to, co napisaliśmy, było jak najbardziej wartościowe pod względem poprawności i atrakcyjności dla czytelnika.

Pomiędzy własną autokorektą i przesłaniem tekstu do korekty zalecam skorzystanie z preedycji. Opiera się ona na założeniu, że autor decyduje a priori nad dalszą pracą z tekstem. Jedyne czego potrzebuje, to praktycznych wskazówek, jak się tym zająć. Zatem z jednej strony jest autor, który ma gotowość do dalszej pracy, a z drugiej preedytor, którego zadaniem jest umożliwić mu dalszą pracę.

Preedycja pracuje na pytaniach, sugestiach zmian, rozmowie

Preedycja podchodzi do tekstu z dystansem. Nie chodzi o detale, które zweryfikuje dalsza korekta, ale o cały obraz. Preedytor patrzy z loku ptaka i zauważa m.in. niekonsekwencje stylu, brak logiki w ciągu zdarzeń czy niewiarygodne dialogi.

Ostatnio miałam przyjemność i wyzwanie zająć się pre-edycją powieści „Transformacja cienia”, której premiera już w październiku. Zapytałam autorkę Ezo Oneir jak z jej perspektywy wygląda feedback w postaci preedycji:

Preedytor przypatruje się treści pod kątem czytelnika: Czy wątki się kleją? Czy bohaterowie są przekonujący? Czy w dialogach można rozpoznać język postaci? Jaka jest forma narracji i co należałoby jeszcze wyjaśnić, dodać, a może po prostu wyrzucić. Autor często nie ma dystansu co do swojego tekstu, bo kierują nim inne przesłanki i emocje. Coś, co w domyśle znajduje się w jego sercu lub głowie niekoniecznie jest jasne dla odbiorcy. Gdy rwą się wątki, nie pomoże najlepsza redakcja”.

Ezo Oneir

Preedycja, a motywacja do pracy

Preedycja nie skupia się na błędach i ich poprawianiu (bo tym dogłębnie i bez dyskusji zajmie się korektor), ale ma inny priorytet – pokazanie jak dalej pracować i wzniecić motywację w autorze do dalszego zmagania się ze słowem. Wypunktowanie błędów mija się z celem, deprymuje, więc omawiając preedycję staram się przedyskutować możliwości związane z doskonaleniem, a ostateczną decyzję pozostawiam piszącemu. Dla mnie nie ma beznadziejnych tekstów, ale są takie, które wymagają ogromu pracy po stronie autora. Zdarza się, że bez preedycji takie teksty są od razu odrzucane i słusznie.

Moim celem jest, aby autor po preedycji i jej podsumowaniu miał w sobie motywację. Pojawia się ona, kiedy wskazówki są jasne i realne do wprowadzenia. Podchodzę ze zrozumieniem i szacunkiem do wszelkich rozterek autora i do każdej strony jego tekstu. Wiem, ile kosztuje napisanie tych stron, wiem, ile potrzeba odwagi, aby przejść drogę aż do publikacji tekstu, a potem konfrontacji z czytelnikiem.

Redaktor, korektor, widzą tekst i odpowiadają za jego jakość. Rolę preedytora pojmuję jako kogoś, kto widzi autora i pracuje z autorem nad tym, aby znalazł siłę, motywację, wiarę w siebie, aby nadal pracować nad swoim tekstem. Liczą się dla mnie emocje. Uważam, że empatia jest kluczowa. Poszukujemy zrozumienia i bezpieczeństwa w każdej relacji. Emocje są ważne. Mają mobilizować, a nie deprymować. Preedytor ma jeden cel – chce, aby autor nadal pracował nad swoim tekstem, a na końcu miał pewność dobrze wykonanej pracy. Wszystko, co robi autor i preedytor oraz inne osoby jest z myślą o czytelniku:

„Preedycja dała mi bezpieczeństwo w postaci przekonania, że pomimo nieszablonowej formy przekazu – treść się broni. I chociaż pozostawiam czytelnika między światami, to on rozumie dlaczego tam się znalazł”.

Ezo Oneir – autorka trylogii „Chiron w Rybach”.
Justyna Niebieszczańska

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s