Jak odszukałem moich przodków, czyli genealogiem może być każdy

Mama, tata, dwie babcie, dwóch dziadków – zapewne wielu z Wam na tych osobach kończy się wiedza na temat przodków. I wystarcza… Tak też było w moim przypadku. I to przez dłuuugie lata. Nie ukrywam, że ciekawiło mnie to skąd wzięła się moja rodzina, ale jakoś nie miałem motywacji, by się tym zająć. Lata leciały… Umarł jeden z dziadków, potem babcia – jego żona, następnie drugi dziadek… I wtedy sobie uświadomiłem, że to są nie tylko moi najbliżsi krewni, nie tylko moi przodkowie – rodzice moich rodziców, ale i ogromne skarby, posiadające wiedzę, której mogę nigdy nie uświadczyć… Zacząłem drążyć temat moich korzeni, niestety za późno… Dziadek noszący moje nazwisko (oficjalnie: „dziadek po mieczu”) już nie żył… Nie pomoże mi… Jakże żałowałem… Ale postanowiłem, że zrobię co w mojej mocy, by ustalić dane moich dalszych przodków. Zrobię to, by moje dzieci mogły w przyszłości pielęgnować to dziedzictwo, by odszukać dalszych krewnych, by nieżyjący dziadek był ze mnie dumny. Zaczęło mnie coraz bardziej interesować to kim byli moi pradziadkowie, prapradziadkowie itd. Skąd pochodzili? Jakie prowadzili życie? Jak dużą mam rodzinę? Czułem potrzebę, by ocalić od zapomnienia to, co jest szczególnie ważne dla istnienia mojej rodziny. Na początku wydawało mi się to proste, przynajmniej w kontekście kilku najbliższych mnie pokoleń. Przecież każdy jest czyimś dzieckiem. Może ktoś ma jakieś notatki, zdjęcia, listy…

Dość łatwo ustaliłem personalia moich pradziadków – to pokolenie liczące już 8 osób. Niestety, były problemy z datami urodzin, zgonów. A było to niezbędne do koncepcji moich poszukiwań w księgach metrykalnych. Jednak z tym sobie poradziłem też w stosunkowo prosty sposób – były zapisane na nagrobkach. Chociaż nie wszystkich… Te braki zostawiłem sobie na później. Skoro miałem datę urodzin pradziadka to wystarczyło odszukać akt chrztu w księdze chrztów (Liber Baptisatorum) w Archiwum Archidiecezjalnym. Nie byłem pewien miejscowości urodzenia, ale wiedziałem skąd pochodził dziadek i założyłem, że z dużą dozą prawdopodobieństwa była to ta sama miejscowość, a przynajmniej parafia. Udało się! Poznałem personalia prapradziadków. Ale żadnych szczegółów więcej. By móc poznać ich rodziców konieczne było odszukanie kolejnych dokumentów. Miałem do wyboru przeszukanie Księgi Zgonów (Liber Mortuorum) lub Księgi Ślubów (Liber Copulatorum). Wybrałem tę pierwszą (z prostego powodu: roczna liczba ślubów jest mniejsza niż urodzeń czy też zgonów, ale ważniejszym powodem jest baza małżeństw w internecie na http://poznan-project.psnc.pl/). No i znalazłem! Był to rok 1844. W Księdze były zapisane personalia rodziców osób ślubujących, ale także wiek, a jakim byli panna młoda i pan młody. Miałem zatem praprapradziadków. Kolejne poszukiwania przebiegały w podobny sposób: odszukałem akt chrztu prapradziadka (czym potwierdziłem personalia jego rodziców). Niestety, aktu ślubu nie umieszczono w przytoczonej wyżej bazie. Ale nie poddałem się. Przeszukałem zapisy ślubów w Archiwum i… jest!!! Rok 1805! I są też zapisane dane rodziców obojga ślubujących. Wiem jak miał na imię mój prapraprapradziadek! Szukam dalej! Robi się coraz ciekawiej (i trudniej), między innymi ze względu na inny sposób zapisywania wydarzeń w księgach (po łacinie, niezbyt czytelnie). Odszukałem akt ślubu prapraprapradziadków (Sebastian i Krystyna, 1776 rok), ale nie było w nim zapisanych żadnych istotnych dla mnie informacji (ani rodziców, ani wieku ślubujących). Księgi z przeszukiwanej przeze mnie parafii się skończyły, nie ma wcześniejszych… No trudno… Jednak postanowiłem sprawdzić jeszcze jedną rzecz: odszukać akt zgonu prapraprapradziadka. Znalazłem! Zmarł w 1830 roku, niestety nie zapisano rodziców. Ale zaznaczono, że miał 90 lat. Musiał zatem urodzić się w 1740 roku. I to jest najwcześniej urodzona osoba spośród moich przodków, o której wiem.

Akt ślubu Sebastiana i Krystyny z 19 listopada 1776 roku

Nieco inaczej było w przypadku innych moich przodków. Szczególnie brakowało mi motywacji do poszukiwań korzeni od strony ojca mojej mamy, który urodził się w okolicach Wilna. Jednak w tym przypadku pomógł internet. Odszukałem w sieci skany ksiąg metrykalnych z parafii mojego dziadka i już siedząc w domu udało mi się ustalić kilka pokoleń wstecz. Zresztą współcześnie poszukiwania są ułatwione ze względu na specjalistyczne strony internetowe, na których umieszcza się skany dokumentów z archiwów (np. www.szukajwarchiwach.pl ).

To wciąga! Zająłem się również (z sukcesem) poszukiwaniem przodków mojej żony, dzięki czemu moje dzieci mogą się pochwalić wywodem przodków liczącym 216 osób (liczba przodków rośnie zgodnie z postępem geometrycznym: osiem pradziadków, 16 prapradziadków itd.)! Ale to nie wszystko. Postanowiłem odtworzyć rodzinę wspomnianego wyżej prapraprapradziadka Sebastiana do czasów współczesnych. Poprzez zapisy urodzeń jego dzieci, wnuków itd. ustaliłem personalia blisko 2,5 tysiąca jego potomków! I wiem, że to tylko cząstka, możliwe, że nawet nie połowa!!! Proszę sobie wyobrazić, że każdy z nas w ciągu najbliższych 300 lat będzie głową rodziny liczącej około 2 tysiący osób!!! To jest możliwe!!! W 2013 roku zaprosiłem żyjące osoby na pierwszy wielki zjazd rodzinny. Przyjechało 300 osób!!! Osób, które wcześniej się nie znały, a jednak tworzymy rodzinę, jedną wielką rodziną, której protoplastą był blisko 300 lat temu Sebastian! Były łzy wzruszenia…

Przedstawione wyżej procedury poszukiwań wymagały przede wszystkim cierpliwości, ale sprawiły mi dużo frajdy w momencie, gdy odszukałem odpowiedni zapis. To było niesamowite uczucie! Znalazłem dokument dotyczący mojej rodziny z XVIII wieku!!! Wow! I choć z zapisów wynika, że nie były to znaczące czy majętne osoby (w dodatku przez wile lat rodzina zamieszkiwała w tej samej okolicy), to i tak cieszę się z faktu, że poprzez ciąg zdarzeń sprawiły, że mogę dziś pisać ten tekst.

Autor artykułu prezentuje „Księgę potomków Sebastiana i Krystyny SZWARC”, przygotowaną na zjazd rodzinny w 2013 roku

Krzysztof Szwarc – nauczyciel akademicki z Poznania, szczęśliwy mąż oraz ojciec trójki nastolatków. Uwielbia podróżowanie, a szczególnie odkrywanie atrakcyjnych miejsc, o których nie wspominają przewodniki turystyczne. Jego pasją jest genealogia i odkrywanie lokalnych historii.

Jeden komentarz Dodaj własny

  1. ERRATA pisze:

    Od dwóch lat jestem rodzinnym genealogiem i przyznam, że odkrycia których dokonałem, zdecydowanie przeszły moje oczekiwania.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s