W drodze do wymarzonego czytelnika

Opisałam moją skróconą drogę do wymarzonego czytelnika. Bo to on czeka na to co napiszesz. Szczerze powie, co myśli. I będzie miał rację. Na myśl o nim czujesz niepokój czy ekscytację?

Każda historia ma swój początek. Czasami taki:

Siedzimy przy dużym stole. Piszemy wiersz. Mój tata podpowiada słowa, które brzmią niesamowicie, jak „rozszumiała dąbrowa”. To do niej biegnie mój pies Czaja, więc piszę: Mój pieseczku mój brązowy, czy chcesz pobiec do dąbrowy?

To jedno z pierwszych wspomnień związanych z pisaniem. Mam 10 lub 11 lat i mysi ogonek. To doświadczenie jest o tym, że pisanie jest rozmową, jest wyzwaniem poszukiwania i zadaniem do rozwiązania. To czas robienia czegoś wyjątkowego z kimś, kogo kocham. Ani przez chwilę nie myślę dla kogo to piszemy i kto to będzie czytał. Po co nam ktoś jeszcze?

Mijają lata i jestem nastolatką:

Piszę do szuflady. Moje wiersze kolekcjonuje Ciocia Marysia. Oprawia kolejne tomy w papier śniadaniowy. Tytuł wystukany na maszynie: „Wiersze”. Życie przepływa przeze mnie falami i zostawia coraz więcej i więcej wspomnień. Jak morze, które wyrzuca na brzeg muszle, kamienie, śmieci. Pojawia się temat „pokazania wierszy”, ale zupełnie o to nie dbam. Wciąż zadziwia mnie to, że dla kogoś moje wiersze są ważne. Wydaje mi się, że mogą być ważne tylko dla mnie.

Mam 18 lat i jadę na spotkanie z utytułowanym pisarzem:

Ciocia podesłała mu moje wiersze. Odesłał z komentarzami. Są różne od „przepiękne!” po „przeciętny wiersz”. Większość bardzo pochlebnych. Miejsce spotkania to kawiarnia i o mały włos się nie mijamy, bo on czekał na starszą kobietę, a ja zapomniałam jak się nazywam. Jednak nasze spotkanie kończy się tak, że w ogóle przestaje mi zależeć na dzieleniu się pisaniem.

Jestem dojrzałą kobietą i stwierdzam, że warto:

Jest rok 2013. Z wierszy wybieram 13 i wydaję tomik poetycki pt. Sub Rosa wraz z tłumaczeniem na język angielski. Wiersze wydaję nie tylko dla siebie, dla moich bliskich, ale również, a może nawet przede wszystkim, ze względu na innych. Chcę być dowodem na to, że można zebrać się na odwagę i wydać to, co się piszę. Bo jak inaczej mam być wiarygodną dla osób, które przychodzą do mnie na kreatywne pisanie i które zachęcam do wyciągania swojego pisania z szuflady?

W międzyczasie staję się zawodowcem:

Potrafię napisać tekst na dany temat, np. o personal Public relations. Od czasu do czasu piszę do prasy branżowej, na portale. Chodził za mną pomysł Creativity First i dzisiaj jest rzeczywistością, którą współtworzę. Jestem współautorką „Kobiety na swoim” i „Jak zbudować wizerunek w 30 dni”. Pod moją redakcją ukazała się książka „Kreatywne pisanie 12 Debiutów”. Piszę mając na uwadze korzyść, jaką z przeczytania mojego tekstu wyniesie odbiorca. To on stawia przede mną zadania, a jak na nie odpowiadam.

Ten wiersz Kawafisa wciąż jest jak zaklęcie:

24 stycznia 2010 roku opublikowałam pierwszy wpis na blogu. A w nim wiersz Kawafisa:

Kiedy się wybierzesz w podróż do Itaki
życz sobie, żeby długa była,
pełna przygód, pełna doświadczeń.
Lajstrygów, Cyklopów, gniewnego Posejdona
nie obawiaj się. Nic takiego
na swojej drodze nie spotkasz, jeżeli
twoje myśli są wysokie i jeżeli tylko wyborne
emocje dotykają twojego ducha i ciała.
Na Lajstrygonów, na Cyklpopów,
na gniew Posejdona nigdy się nie natkniesz,
jeżeli ich nie niesiesz wewnątrz, w swojej duszy,
jeżeli twa dusza nie postawi ich przed sobą.

Zatem jestem w podróży. Za kilka dni zawinę do portu Toscolano Moderno nad jeziorem Garda we Włoszech. Tam przez tydzień będę prowadzić writing retreat – czas, który łączy pasję pisania z radością życia w zgodzie ze sobą (http://kreatywnepisanie.info/writingretreat/).

Wymarzony czytelniku, idę:

Stephen King twierdzi, że pierwsza wersja tego, co napiszesz jest dla ciebie. O tym jest właśnie autentyczność w pisaniu – zachwyć najpierw siebie.

Dla autora „Pamiętnika rzemieślnika” wymarzony czytelnik to jego żona Tabitha. Jej daje przeczytać strony książki i czeka. Jest dla niego wymarzonym czytelnikiem, bo powie mu jeżeli coś jest do niczego i jeżeli jest świetne. Zawsze szczerze mówi, co myśli i ma rację.

Więc czuję po kościach, że coraz bliżej mi do mojej Tabithy i nie mogę doczekać się, kiedy podzielę się z nią moją historią.

Żeby mieć wymarzonego, trzeba mieć powieść:

Dlatego napisałam, że wciąż jestem w drodze do mojej Tabithy. Wciąż jestem przed tym wielkim spotkaniem z wymarzonym czytelnikiem. Wciąż jestem przed tym dniem, kiedy pochyli się nad moją powieścią i powie, co myśli.

Bo do tej pory piszę dla odbiorcy, czyli kogoś, kto oczekuje ode mnie konkretnej informacji. Jestem gotowa na pytania i na feedback związany z moimi wskazówkami. Mój odbiorca ceni konkret i docenia moje subiektywne spojrzenie.

A wymarzony czytelnik oczekuje ode mnie historii, która go porwie, poruszy i zatrzyma cały świat dookoła. Zasłucha się w niej. Zamilknie. Zbraknie mu słów. A serce zacznie bić szybciej. Spojrzy mi w oczy i będziemy wiedzieć, że to prawda. Mój wymarzony czytelnik nigdy mnie nie zapomni, a ja bez niego nie opublikuję żadnej opowieści.

Po 37 latach od pierwszego wspomnienia o pisaniu wierzę, że jest bliżej do niego niż kiedykolwiek. Skąd to wiem? Bo moje doświadczenie mówi mi:

– i tak będziesz pisać,

– i tak się odważysz,

– i tak zło cię nie pokona,

– i tak spotkasz swoją Tabithę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s