300 spotkań z Elfami

Właśnie wróciłam z kolejnej baśniowej sesji, która odbyła się w ostromeckim parku, słynącym ze starych drzew i wijących się dookoła nich bluszczów. Moi modele dzisiaj lewitowali, a jutro inni będą się kąpać w wannie pełnej kwiatów i mleka. Prowadząc auto zastanawiałam się, jak daleką drogę przebyłam od momentu, kiedy wybrałam swój indywidualny artystyczny szlak. I jakie rzeczy weszły do codziennego repertuaru czynności, które w innych wciąż wzbudzają zdziwienie. Przykłady? Zbieranie szyszek na cmentarzu, 10 sukien ślubnych w szafie, kilka koszy sztucznych kwiatów, bagażnik zapełniony po brzegi muszlami, ręcznie robionymi nakryciami głowy, sukienkami na każdy wiek, farbami do twarzy i klejem do ciała.

SYMBOLE LUNARNE I PRZEPEŁNIONE TAJEMNICĄ ŚWIATY

Identyfikuję się z pseudonimem Ezo Oneir. To on najdokładniej i najtrafniej określa mój styl twórczości. Ezo, bo jestem ezoteryczna, wyczuwam energie niewidzialnych dla ludzkiego oka bytów. Przez jakiś czas praktykowałam uzdrawiania energią. Pozostawiło mi to bonus w postaci nadwrażliwości na to, co niewidzialne. Często materializuje się to na moich fotografiach pod postacią charakterystycznego tła.

Oniryczna, bo to, co ukazuję to wymiary senne, wykorzystuję symbole lunarne (księżyc). Fantastyczne, często przepełnione mrokiem i tajemnicą światy. Jednak nie ma w nich negatywnych symboli i odniesień do czarnej magii czy wampiryzmu, choć zdaję sobie sprawę, że znajdą się tacy, którzy będą próbowali to co robię wrzucić do tego samego worka.

Kto decyduje się na takie portrety?

Przede wszystkim osoby, które chcą przeżyć przygodę, która ich zmienia. Udział w sesji zdjęciowej Poza Rzeczywistością , to jak przeglądanie się w magicznym zwierciadle. Zamieniając modeli w elfy, księżniczki, wiedźmy czy wojowników ukazuję ich ukrytą moc. Potencjał, z którym przybyli na świat, a którego nie są świadomi lub wręcz w niego wątpią. Dlatego przebranie i baśniowe otoczenie to z pewnością fascynujące elementy, ale moi bohaterowie patrząc na gotowe zdjęcie widzą na nim przede wszystkim siebie. To ogromna różnica pozwolić sobie być bohaterem prawdziwym, a nie po prostu przebranym.

Czy żeby zrobić takie zdjęcie, muszę dobrze poznać osobę, która mi pozuje?

Każda sesja jest dla mnie wyjątkowa, bo to spotkanie z drugim człowiekiem, który otwiera przede mną serce. Nie jestem rzemieślnikiem, który tylko ustawia modeli w najbardziej sprawdzonych pozach. Zdarza się, że zainteresowane osoby najpierw wolą spotkać się ze mną przy kawie, aby porozmawiać. Podświadomie czują, że jest to głębszy proces i nie opiera się wyłącznie na wciśnięciu spustu migawki. Długo rozmawiamy, omawiamy wstępną wizję zdjęć, mój wzrok wyostrza się na szczegóły, chwytam znaczenia między wierszami. Po prostu prowadzimy dialog dusz.

Ludzie dzięki sesjom „Poza Rzeczywistością” odkrywają coś nowego o sobie.

Te sesje zawsze zmieniają coś zarówno we mnie, jak i w osobie, która w niej uczestniczy. Są jak podróże, które pomagają nam doświadczać z zupełnie innego poziomu. Zdejmujemy społeczne mask, bo nie mają one w danym momencie żadnego znaczenia. Odstawiamy na bok pracę, obowiązki i troski. Odczuwamy bardziej. Wędrujemy, oddychamy, czujemy fakturę ręcznie tkanej sukni. Wiem, że metamorfoza życiowa kilku kobiet, rozpoczęła się od spotkania ze mną. Bardzo często zostajemy też z bohaterami moich sesji dobrymi znajomymi. Więź nie znika wraz z wykonaniem usługi.

Zdarzają się osoby, które nie są zadowolone z tego, co w nich dostrzegłam i jak ich pokazałam na zdjęciu.

Moje sesje jak przystało na miano ezoteryczno – onirycznych obrazów, polegają na tym, że bohater widzi siebie w roli sennej zjawy. Las który do tej pory znał doskonale jest nagle odmieniony – obcy, mroczniejszy. Droga którą podążał nagle znika, jest za to inna – w głębi nieznanych drzew, które jeszcze przed chwilą wcale tutaj nie rosły. On sam zauważa, że ma inne rysy twarzy, często przypomina baśniową postać. Jego ubranie zmieniło kolor, sam jest szczuplejszy i nieco wyższy lub na odwrót. Chce pozostać w tym świecie, ale z drugiej strony za wszelką cenę chce się obudzić. I tutaj dochodzimy do nakreślenia ciekawego zjawiska. O ile jest to sen, w których bohaterem jest ktoś inny – obrazy te nas zachwycają. Nieco inaczej dzieje się, kiedy sami odważymy się wejść w ten inny wymiar i zobaczyć w nim siebie. Bywa, że uczestniczący sesji są zachwyceni zdjęciami innych osób, ale nie swoimi. Wychodzą nagle kompleksy, o których nie ma pojęcia nikt oprócz nich samych. Widzą tylko swoje wady – za duży nos, nie taką minę, krzywe spojrzenie. Od początku stworzenia marki, zdarzyła mi się kilka sesji, które były totalną klapą. Zrobiłam zarówno portrety indywidualne, jak i scenki zbiorowe. Niestety żadna z nich nie odnalazła w obrazach jakiejkolwiek głębi. Widziały tylko swoje „brzydkie nosy, usta, brwi, oczy i włosy”. Po prostu nie podobały się sobie.

Czy sztuka zawsze była moim sposobem na życie?

Do 32 roku życia pracowałam w korporacjach. Zarabiałam dużo pieniędzy i pięłam się po szczeblach kariery. Zajmowałam stanowiska dyrektorskie i menedżerskie w firmach związanych z bankowością i ubezpieczeniami. Byłam pracoholiczką czyli typem pracownika, którego duże firmy uwielbiają. Przejawiałam też wiele nieakceptowanych dla mnie dziś egoistycznych zachowań i przywdziewałam wiele masek. Od wysokości moich ówczesnych szpilek, do tej pory boli mnie kręgosłup. Gdybym dziś spotkała siebie z tamtego czasu, sama sobie spuściłabym łomot.

Wszystko zaczęło się w roku 2012. Miałam wtedy 32 lata. Przeszłam do kolejnej korporacji. Tym razem z branży ubezpieczeniowej. Olbrzymia odpowiedzialność i kilkadziesiąt partnerów biznesowych pod opieką. Produkty wysokiej jakości ze składką wyższą niż oferta konkurencji. Nie wystarczyło tylko patrzeć, jak słupki ze sprzedażą rosną. To była ciężka, emocjonalnie wyczerpująca i stresująca harówka, która nie kończyła się wraz z wybiciem godziny 16-tej. Tak przepracowałam kolejny rok. I wtedy stało się coś potwornego. Mój przyjaciel, który był takim samym typem pracoholika co ja, zmarł. W wieku zaledwie 30 lat. Z przerażeniem słuchał, jak nalegałam na to, by wziął L4 na grypę, a za dwa dni już nie żył. Okazało się, to co braliśmy za symptomy grypy, tak naprawdę było objawami pękniętego tętniaka. To zdarzenie było dla mnie jak przebudzenie rodem z Matrixa.

Jego śmierć zmieniła postrzeganie życia wielu osób. Po kilku miesiącach od jego śmierci pojechałam na pierwsze warsztaty fotografii artystycznej, aby przypomnieć sobie swoją pasję sprzed lat. Ukończyłam wcześniej technikum fotograficzne, ale były to czasy fotografii analogowej. Po 12 latach postanowiłam odkryć fotografię na nowo. Potem zaczęłam studia graficzne na Uniwersytecie Łódzkim. Naukę godziłam pracując wciąż w tej samej korporacji. Teraz wiem, że musiałam tam trafić, by poznać osoby, które wstrząsnęły moim dotychczasowym światopoglądem. W tamtym czasie zaczęłam też zgłębiać wiedzę ezoteryczną i zajmowałam się uzdrawianiem energią reiki. Wtedy też moje fotografie zaczęły mieć duchową głębię. Sama się dziwiłam co wychodzi spod moich rąk, ale tworzyłam i nie mogłam przestać.

To już 300 takich niezwykłych spotkań!

Tak, policzyłam je wszystkie! Zaczęło się od porządków na dyskach przenośnych w związku z wejściem w życie RODO. Postanowiłam zatrzymać z kilkunastu tysięcy zdjęć, zaledwie kilkadziesiąt. Te które ze mną zostały, wyruszyły w świat przez internet i wystawy fotograficzne. Jeżeli się zdecydujesz na sesje zdjęciową Poza Rzeczywistością, spodziewaj się, że pewnego dnia zobaczysz swój portret na wystawie lub… w powieści.

2 komentarze Dodaj własny

  1. Małgorzata pisze:

    Odbyłam dwie sesje z Ezo Oneir. Obydwie były wspaniałymi przygodami, podróżami do mojego wnętrza. Po sesjach czułam zmęczenie, rodzaj euforii ale także smutek. Nie potrafiłam zlokalizować źródło tego smutku. Skąd brało się to uczucie? Teraz już wiem, że katalizatorem jego była tęsknota za tym kim stawałam się w czasie sesji. A raczej co one wywoływały. Praca z Agnieszką rzeczywiście przenosi do innych wymiarów- duchowo oczywiście, ale ślad tej podróży zostaje na jej niezwykłych zdjęciach. Rozumiem, że niektórych spojrzenie w głąb siebie może wywołać dyskomfort, a nawet strach. We mnie budzi radosną euforię bycia choć przez te parę chwil w pełni sobą. Stąd mój smutek po powrocie do racjonalnej rzeczywistości.
    Mam nadzieję, że jeszcze nie raz stanę przed obiektywem Ezo!

    Polubienie

    1. Ezo Oneir pisze:

      Gosiu bardzo dziękuję za tak piękne słowa prosto z serca. Tak, smutek jest katalizatorem przemian. Sama tego doświadczam…

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s