Bądź jak Olivier! – czyli jak bronić własnej indywidualności

„WOLNOĆ TOMKU W SWOIM DOMKU” – pisał Fredro

i jako dzieci tego się uczyliśmy. Tylko jak mało wtenczas rozumieliśmy…


Sytuacja z życia. Lipiec 2019, sezon wakacyjny, podróżniczy itd.,
Na swoim facebooku daję ogłoszenie, że jadąc do PL, a mieszkam w UK, zabiorę dwie osoby w cenie 110f za osobę w jedną stronę (1500km, 24h za kółkiem). No i się zaczęło.
– Czemu tak drogo?
– Ale ja kupiłam bilety na samolot pół roku temu i dla dwóch osób w dwie strony i wyszło mnie 150f…
– To przecież ktoś sfinansuje twoją podróż!

Zaczęły się głosy i sugestie od osób niezainteresowanych ofertą, jak powinienem myśleć i ile powinienem brać za to, co oferuję, co z kolei skłoniło mnie do naskrobania poniższego tekstu. Pominę w nim racjonalność zarzutów, sezonowości, cen biletów, kosztów transportu, ubezpieczenia i prawa do zarabiania.

Skupmy się na wolności. Bo będzie coś o wolności. O wolności jednostki, umysłu i przekonań.

Ciężko mi określić, skąd się to u mnie wzięło, ale poczucie wolności, indywidualności mam od dziecka. Odkąd pamiętam, a nawet jak nie pamiętam to anegdoty opowiadane przez mojego ojca tylko to potwierdzają.


Jeśli wydaje się Wam, że to tak fajnie jest i łatwo, to się mylicie. Takie podejście jest bardzo trudne w życiu, bo łatwiej podążać za ustalonymi normami, zasadami, nie poddawać niczego w wątpliwość, zgadzać się z tym co nam mówią i robić jak chcą wszyscy w około.
Bo tak jest. System jest tak stworzony byśmy byli posłuszni. Od wieków, poprzez religie, możnowładców światowych, króli, prezydentów, systemy polityczne, systemy kształcenia mówi się nam, jak mamy myśleć, czym się kierować i co jest dla nas samych najlepsze.


Przeskakując do czasów teraźniejszych, poprzez szkolnictwo narzuca się nam rozumienie historii, sztuki, literatury, z góry założoną jedyna słuszną interpretacją tego, co się wydarzyło. W skomercjalizowanej, konskrypcyjnej rzeczywistości mówi nam się co powinniśmy jeść, w co się ubierać i daje nam się pozorny wybór. A media w zależności od opcji politycznej w różny sposób mówią nam, jak mamy interpretować rzeczywistość.

W pracy daje nam się schematy, zasady i narzuca się jedyny słuszny system postępowania, mówi się nam kiedy wolno siku, kiedy możemy jeść i kiedy wolno nam wziąć chorobowe, a jak potrzebujemy iść nagle do lekarza to „nie, nie wolno, my cię potrzebujemy”.  

Tak przesiąknęliśmy tym wszystkim, że bardzo często jako niewolnicy przejmujemy też rolę narzucania innym jedynego słusznego podejścia, próbując odebrać prawo do samodecydowania. Wręcz się oburzamy jak ktoś myśli inaczej, postępuje inaczej zapominając o tym, że „Wolnoć Tomku w swoim domku.”


Wolność wymaga odwagi. Bo wybranie ścieżki wolności skazuje cię na ciągłą krytykę zdecydowanej większości. Bo pokazujesz innym, że można myśleć inaczej i to zaburza ich poczucie bezpiecznego tkwienia w ogólnie przyjętym schemacie. To jest Matrix. W filmie Braci Wachowskich (teraz Sióstr Wachowskich) dokładnie o tym się mówi.

A co, jeśli Ci powiem, że istnieje inny świat? Że masz prawo myśleć inaczej? Że masz prawo postępować inaczej? 


Masz odwagę połknąć czerwoną kapsułkę?
Większość z nas nie ma odwagi. Niby zdają sobie sprawę z istnienia innego świata, ale go odrzucają, bo przecież nie jest źle.

Wracając do sytuacji z życia wziętej i mojego poczucia samodecydowania o tym co robię.
Jak wspominałem miałem tak od dzieciństwa, co wynika z anegdot opowiadanych przez ojca.
Początki mojej edukacji. Nauczycielka uczy nas pisać literki i mały Marcinek (naprawdę mały, bo do ostatniej klasy szkoły zawodowej zawsze byłem najmniejszy w każdej klasie).
W każdym razie, mały Marcinek pisze wszystkie literki bardzo ładnie, ale w lustrzanym odbiciu! Wyobrażacie to sobie? Każda literka odwrotnie!
Pani grzecznie zwraca uwagę:
– Bardzo ładnie, ale literki się pisze inaczej.
– Jak to inaczej, proszę pani? 
– Zobacz, one są napisane odwrotnie.
– A to źle?
– Źle, tak literek nie piszemy.
– Aha, no dobrze proszę pani…
– To teraz przepisz je poprawnie.
– Ale czemu? Przecież już raz napisałem!
– Ale napisałeś źle.
– Wiem, że napisałem źle i będę o tym pamiętał.
– To napisz je jeszcze raz, poprawnie.
– Nie, bo już raz dziś napisałem, czemu mam robić drugi raz to samo?
Sytuacja skończyła się wizytą rodziców w szkole.
Jedna z wielu, które mi dziś uświadamiają moją niezależność w myśleniu. Ta niezależność w myśleniu sprowadzała na mnie wielokrotne problemy w życiu, edukacji, życiu zawodowym. Bo nigdy się nie dostosowywałem do reguł, zasad, które wydawały mi się głupie i bezsensowne, a jak się przystosowywałem, to i tak głośno je podważałem jako idiotyzm, co nie zyskało akceptacji nauczycieli czy szefostwa i z reguły kończyło się rozstaniem.
Dotyczy to nawet obecnej sytuacji w moim fotograficznym życiu, gdzie ludzie sugerują mi jaką fotografię powinienem tworzyć „bo to jest popularne, bo to się sprzedaje”. Mało tego, mówią mi, ile powinienem za to brać pieniędzy. Chcą decydować ile zarobię! No przykro mi, ale nie wydaje mi się, żebym ich posłuchał. 


Mamy duży problem z akceptacją tego, że każdy ma prawo do samostanowienia, samodecydowania i postępowania w życiu po swojemu i, wracając do głównego wątku, oferowaniu innym czegoś w cenie, jaką my chcemy uzyskać, nie mając obowiązku się z tego nikomu tłumaczyć.
Zaakceptuj fakt, że człowiek jest jednostką, która ma prawo decydować o tym, co i jak robi. Zamiast skupiać się nad tym, by mówić innym co mają robić i jak mają myśleć, zastanów się nad sobą. Bo może pora zająć się swoim życiem, a nie cudzym.

A na koniec kilka zdjęć z pierwszych urodzin Oliviera. Olivier je tort tak jak on chce i nikt mu nie będzie mówił jak ma go jeść!

O Autorze:

Marcin Katarzyński – autoportret

Marcin Katarzyński, rocznik słuszny ‘75 ubiegłego stulecia z miesiąca października.
Na emigracji w sumie 7 lat i bez większych stresów. Pracuje na przysłowiowym ciepłym etacie, ale też i portretuje fotograficznie, co staje się powoli głównym zajęciem. W genach ma zapisaną twórczość literacką (bo i dziadek pisał, ojciec pisze, siostra pisze…), chociaż z języka polskiego nie wyskakiwał powyżej miernej. Z bardzo błahego powodu. Lektury szkolne kompletnie nie były w jego kręgu zainteresowania, więc nie widział potrzeby i sensu by je czytać. Za to czytał setki innych książek. Trudno nie czytać, skoro w domu miało się ich 2000.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s