Jak spełniłem marzenie o przebiegnięciu maratonu cz.3

Nie wiem, czy wszyscy tak mają, ale gdy mijam linię mety i jestem szczęśliwy, że dałem radę, w głowie mam myśl, gdzie i kiedy będzie nowy maraton. Wiedziałem, że jeszcze raz będę chciał spróbować, ale też już nieco opatrzyła mi się Warszawa z poziomu ulicy.

MARATON W PARYŻU

Mam grono przyjaciół – kibiców piłkarskich, z którymi od wielu już lat spędzam pierwszy tydzień wielkiej imprezy piłkarskiej na oglądaniu meczów w TV. Gdy Mistrzostwa Świata odbywały się w Niemczech, pojechaliśmy do Niemiec.  Gdy Mistrzostwa Europy odbywały się w Austrii, pojechaliśmy do Austrii. Gdy Euro 2012 odbywało się w Polsce, wynajęliśmy lokum nad Bałtykiem i tam z dala od najbliższych śledziliśmy mecze. Najbliższe Mistrzostwa Europy miały odbywać się we Francji, więc plan był taki, aby wybrać się tam samochodem, by znowu poczuć atmosferę wielkiej imprezy.  Jednak w kontekście zamachów terrorystycznych, które miały miejsce we Francji, odwiodłem chłopaków od pomysłu wyjazdu i przekonałem, że będziemy mieć to nasze tygodniowe „Zgrupowanie Mistrzów” u mnie na działce. Gdy decyzja o pozostaniu w kraju zapada, zapisałem się na maraton … w Paryżu. Nie pamiętam dlaczego taką decyzję podjąłem. To musiał być spontan spowodowany dyskusją z innymi biegaczami z mojej drużyny biegowej oraz chęć uczestnictwa w jednym z większych na świecie biegów maratońskich.

Przygotowania zimą. Znowu. Nie lubię zimna, ale cóż, nie ma drogi na skróty. Swoje trzeba wybiegać. Znowu podbiegi, tempówki, dłuższe wybiegania. Właściwie bieganie zimą w zaśnieżonym lesie ma także swój urok. Tak ładnie biało, świeżo, cicho. I tylko moje dyszenie i jęki, gdy robię kolejne szybkie podbiegi.  Pamiętam, że tamte przygotowania były ciężkie także z innego powodu. Zaraz po poprzednim maratonie przypętała mi się kontuzja, która ciągnęła się kilka miesięcy. Nie była na tyle doskwierająca, abym nie mógł trenować, no ale ból, szczególnie na początku treningu i po powrocie do domu, był nieprzyjemny. Stwierdziłem, że dobiegnę do Paryża i później coś z tym zrobię, naprawię się. Przygotowania wykonałem sumiennie i wydawało się, że wszystko będzie w porządku, jednak w ostatnim okresie przedstartowym, doświadczyłem zapalenia przyczepu mięśnia brzucha, którego nie byłem w stanie wyleczyć do momentu startu.  Mówią, że sport to zdrowie, a tu, ewidentnie, jestem zaprzeczeniem tego powiedzenia.

Polecieliśmy sporą grupą do Paryża.  Wiedziałem, że życiówki nie będzie, ale spróbuję. Zawsze, niezależnie od dyspozycji i dystansu, gdy staję na starcie, w głowie mam pobicie rekordu życiowego. Nie inaczej było w Paryżu. Do połowy dystansu nawet dobrze mnie niosło, ale niestety druga połówka to już bardziej była walka o przetrwanie i dotrwanie do mety.  Chciałem medalu za ukończenie, wszak nie wszyscy mogą medalem maratońskim się pochwalić, a na pewno nie wszystkim dane jest przebiec Marathon de Paris.

Dałem radę. Żona czekała na mecie, co było dodatkowym motywatorem, aby wytrwać. Po dotarciu na metę usiedliśmy sobie na trybunach wzdłuż prostej finiszowej i czekaliśmy na pozostałych członków naszej ekipy. Gdy tak się z boku patrzy na dobiegających do mety, nie sposób oprzeć się wrażeniu, jakby wracali z wojny – człapiący, ledwo powłóczący nogami, umęczeni, ale jednocześnie szczęśliwi.  42 km 195 m to kawał dystansu. Ten maraton będę oczywiście pamiętał przede wszystkim ze względu na miejsce i piękną scenerię. Start na Champs Elysees spod Łuku Triumfalnego, Plac Concorde, Luwr, Wieża Eifle’a, Stadion Parc de Princes, korty Rolland Garros, to tylko niektóre atrakcje turystyczne, które widzi się podczas biegu. No i jeszcze zdecydowanie większa liczba biegaczy niż w moich poprzednich maratonach. Piękna impreza.

NASTĘPNY BĘDZIE NEW YORK CITY MARATHON

Słyszałem o biegaczach, którzy mają taki sposób na życie. Zaliczają maratony w różnych miejscach świata i przy okazji zwiedzają. Może kiedyś też tak będę spędzał czas. Na pewno chciałbym przebiec New York City Marathon.  Ale, wspominając Nowy Jork…

Tydzień po Paryżu sprawy zawodowe wymagały ode mnie, abym poleciał na kilka dni do Nowego Jorku. Oczywiście będąc tam, nie mogłem odmówić sobie przyjemności pohasania po Central Parku. Tak też zrobiłem, ale raczej było to napawanie się magią miejsca, scenerią, atmosferą. Nic dziwnego, że tak dużo tam biegaczy. Jest niesamowicie dobrze utrzymany, zielony, zachęca do aktywności. Meta maratonu jest usytuowana w zachodniej części Central Parku, niedaleko Columbus Circle. Pięknie byłoby tam kiedyś finiszować. Takie mam marzenie.

Po powrocie do kraju, zrobiłem sobie dłuższą przerwę od biegania. Byłem nieco zmęczony, a także musiałem podreperować swoje zdrowie, bo jakkolwiek bieganie jest OK, tak w moim wypadku bieganie było w tamtym momencie na poziomie bardziej niż amatorskim, więc kontuzji było także więcej.

Przez kolejne kilka miesięcy biegałem, ale nie tak systematycznie, ani nie pod konkretne wytyczne. Tak po prostu dla przyjemności i zdrowia. Znowu jednak poczułem ten zew i w listopadzie 2016 zaczęła mi kiełkować myśl – może jeszcze jeden maraton?  Plan był prosty: wiosna półmaraton, a jesienią maraton w Warszawie. I jedno i drugie zrealizowałem. Medale wiszą, mogę być dumny, że tak jak postanowiłem, tak zrobiłem. Dodatkowo, trzy tygodnie po maratonie, przebiegłem półmaraton w Bydgoszczy i wtedy jak Forrest Gump stwierdziłem: „Zmęczyłem się”.  Zmęczyłem się może nie samym bieganiem, bo dalej byłem i jestem aktywny, ale zaczęło mi przeszkadzać to ciągłe gonienie za rekordami, trzymanie tempa, patrzenie na tętno, realizowanie planów treningowych. Za dużo obowiązkowości w tym wszystkim, a za mało przyjemności. Zacząłem dostrzegać las, śpiewające ptaki, cichą atmosferę pięknych okoliczności przyrody. Aby wrócić do biegania dla rekordów, trzeba poczuć to coś. Ostatnio moja dusza sportowca zaczęła się znowu odzywać i zapisałem się na półmaraton jesienny.  Ale nie sądzę, abym był gotowy do zmierzenia się z rekordami. Raczej będzie to bieg, aby znowu poczuć atmosferę, aby dodać do kolekcji kolejny medal.

Jak znam siebie, ten zew walki o rekordy i przesuwanie granic powróci. No i jeszcze czeka na mnie New York City Marathon.

O autorze:

Piotr Derecki – mąż i ojciec trójki wspaniałych dzieci.  Przedsiębiorca. Z wykształcenia nauczyciel angielskiego.  Były piłkarz. Stypendysta Georgia Rotary Student Program w University of West Georgia w miejscowości Carrollton, Georgia, USA.  Pasjonat wszelakich sportów, ale najbliższą sercu pozostaje piłka nożna. Lubi pozostawać w ruchu i bieganie jest takim właśnie sposobem na ujście energii oraz stresu, które zapewnia życie. Drugą wielką pasją jest gotowanie. Uwielbia także podróże, w szczególności do i po USA. Zakochany jest w Nowym Jorku. Tak jak obecny Prezydent RP, cały czas się uczy:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s