ZERO WASTE – a co to takiego?

Zero – 0, Waste – śmieci. W dosłownym tłumaczeniu brak śmiecenia, a w szerszym rozumieniu to: nurt, kierunek, styl życia polegający na jak najmniejszym wytwarzaniu odpadów i niemarnowaniu.

ZW to działanie w zgodzie z pięcioma zasadami nazwanymi zasadami 5R:

Reduce (ograniczaj)
Reuse (użyj ponownie)
Recykle (segreguj)
Rot (kompostuj)
Refuse (odmawiaj)

Wymieniłam je wg ważności dla mnie – zazwyczaj przytacza się w nieco innej kolejności.

Tyle teorii.

Przebudzenie

Kilka lat temu przeczytałam książkę „Atlas wysp odległych” Judith Schalansky. Wstrząsnął mną opis wysypy plastikowych śmieci na Pacyfiku. Nie miałam świadomości. Ja. Oczytana. Dobrze wykształcona. Obeznana w świecie osoba. Nie wiedziałam! Nic na ten temat wcześniej nie wiedziałam!

Mainstream milczał. Media milczały. W głównych stacjach tv – nic. Zero informacji o otaczającej nas rzeczywistości.

To było jak jakiś trans. Zaczęłam grzebać, szperać, czytać. To przecież niemożliwe – wyspa śmieci? To, co znalazłam przeraziło mnie. Obejrzałam setki zdjęć martwych ptasich ciałek, których brzuszki wypełniały plastikowe nakrętki i worki. Ryby i żółwie, które umierały w męczarniach z powodu uduszenia się foliówkami. Wieloryby umierające na plażach z plastikiem w brzuchach.

Ryczałam. Nie wiem, czy dlatego, że uświadomiłam sobie, że nic nie wiem o prawdziwym otaczającym mnie świecie, czy z powodu współodczuwania tragedii Planety.

Szok i niedowierzanie.

Potem przyszła złość i wkurzenie.

Jak to możliwe? Dlaczego nikt z tym nic nie robi? Czy plastiku się nie przetwarza? Po co segregujemy śmieci? Czy to fikcja?

Zaczęłam uważniej obserwować. Zakupy spożywcze po „oświeceniu” i smutna konstatacja, że wszystko opakowane w plastik. Pełno foliówek. Warzywa na styropianowych tackach. Jedna cytryna zapakowana w plastik. Ciasta w kartonie – wyciągasz a tam folijka i plastikowe korytko.

Poczułam bezsilność.

Zaczęło się od wody

Jeszcze nie wiedziałam, co to Zero Waste – choć ten termin obił mi się o uszy na pewno. Postanowiłam przestać kupować butelkowaną wodę. Piłam filtrowaną kranówkę. Na początku się bałam. Myślałam, że szkodzę sobie. Co jakiś czas wracałam do butelkowanej wody, żeby uspokoić swoje rozterki. Któregoś dnia wpisałam w wyszukiwarkę ZERO WASTE i tak się zaczęło.

Dziś wpisując to hasło, w wynikach zobaczycie tysiące poradników, blogów, kanałów na YT, propozycje sklepów itp. W tamtym czasie wyskoczyło całe mnóstwo angielskojęzycznych stron i blog Kasi Wągrowskiej www.ograniczamsie.com

Pierwsza myśl – nie jestem sama! Są inni, którzy myślą jak ja, którzy wiedzą, mają świadomość.

Czytałam. Szukałam informacji. Dojrzałam do decyzji.

Rok 2018 był dla mnie startem, ale nie stawiałam sobie wtedy wielkich wyzwań, raczej obserwowałam siebie i otoczenie. Oswajałam się z perspektywą zmiany życia. Zdawałam sobie sprawę z tego, że będzie to trudne. Nadal piłam kranówkę. Starałam się mądrze robić zakupy. Kupiłam swoje pierwsze firankowe woreczki na zakupy. Działałam powoli.

Na początku 2019 roku podjęłam wyzwanie – postanowiłam żyć w zgodzie z nurtem ZW.

Podzieliłam się tym publicznie ze znajomymi na FB. Miałam dwa powody – słowa wypowiedziane głośno wiążą i zobowiązują. Chciałam też uświadamiać innych – mówić ludziom to, czego ja przez wiele lat nie wiedziałam.

Zakupy i kuchnia

Postanowiłam wdrażać zmiany małymi krokami. Na pierwszy rzut poszły zakupy i organizacja kuchni.

Zazwyczaj mam przy sobie wielorazową siatkę (najczęściej dwie) i worki na zakupy – bawełniane na chleb i bułki, a uszyte z firanki na warzywa owoce, bakalie (są lekkie i nie przepłacam w marketach za ich wagę).

Staram się robić zakupy na rynku – wówczas wcale nie ma stresu – wszystko można kupić do własnych pojemników, worków i siatek. Niestety w sklepach wielkopowierzchniowych już z mięsem i wędliną nie jest tak łatwo.

Mleko kupuję w szkle. Robię swoje jogurty i kefiry (nie wiedziałam, że jest to tak proste). Nie marnuję żywności – wykorzystuję wszystko co się da.

Zamiast folii spożywczej do zabezpieczenia żywności używam woskowijek lub worków foliowych, których używam wielokrotnie.

Od kilku już lat uczestniczę w RWS (Rolnictwo Wspierane Społecznie), kupuję więc warzywa u lokalnego rolnika zgodnie z zasadami uczciwego handlu.

Naczynia myję drewnianymi szczotkami z naturalnym włosiem – są w pełni biodegradowalne. Nie jestem jednak gotowa na odstawienie płynu do mycia naczyń dlatego kupuję go w największym możliwym opakowaniu.

Chciałam przekonać sąsiadów do założenia kompostownika – niestety nie są jeszcze na to gotowi, więc mamy brązowy kontener na bioodpady, który zapełniam nie tylko ja, ale i kilku innych sąsiadów.

Bardzo starannie segreguję śmieci i staram się znajdować drugie życie dla rzeczy, które kupuję w plastiku np. pudełka po lodach stanowią pojemniki na różne różności przechowywane w piwnicy i garażu. Mój Partner ma w nich śrubki, śrubeczki i inne różności.

Łazienka

Ogromnie dużo śmieci produkowałam w łazience. Codziennie: kilka płatków kosmetycznych, wkładki higieniczne, nie mówiąc już o patyczkach do uszu, podpaskach, opakowaniach po żelu pod prysznic, szamponach itp.

Zaczęłam od najprostszych zmian.

Papier toaletowy z makulatury kupowany na rolki, a nie w zbiorczych opakowaniach, zapakowanych w folię.

Bambusowe szczotki do zębów – mogę wrzucić je do odpadków bio i się rozłożą.

Pastę do zębów kupuję w aluminiowej tubie (to metal, który jako jeden z niewielu jest w Polsce odzyskiwany blisko w 99%).

W mojej łazience pojawiły się wielorazowe płatki kosmetyczne z froty bambusowej. Ostatnio kupiłam nowość – wielorazowe płatki kosmetyczne ze sztucznego materiału, które do zmycia makijażu wymagają jedynie wody- podobno mogą posłużyć ponad 10 lat, jeśli będę o nie dbać w odpowiedni sposób.

Zmieniłam żel pod prysznic na mydło, które kupuję w papierowym opakowaniu. Mam też szampon do włosów w kostce (tak, tak, są takie). Bez większych problemów można kupić (w tej samej cenie co zwykłe lub ciut drożej) biodegradowalne patyczki kosmetyczne – są wykonane z papieru.

Przestałam używać wkładek higienicznych, choć początkowo wydawało mi się to okropne, brudne i niehigieniczne. Kupiłam 3 sztuki bawełnianych wielorazowych wkładek, które służą mi tylko wtedy, kiedy jest taka potrzeba. Ostatnio nawet na warsztatach uszyłam swoją pierwszą wkładkę higieniczną (jest nieco koślawa, ale moja własna i na dodatek w pingwiny – zrobiłam ją ze starej spranej bawełny).

Nos wycieram w wielorazowe chusteczki bawełniane (zabieram je poza dom), w domu przy większym katarze używam chusteczek higienicznych, ale tylko tych pakowanych w kartonowe pudełka. Od stycznia nie kupiłam zapakowanych w folię chusteczek i wcale tego nie odczuwam.

Kremy mam w szklanych słoiczkach, a jak stają się puste, to oddaję je znajomej, która robi swoje kremy i potrzebuje opakowań.

Mam też wielorazową maszynkę do golenia.

I na koniec, coś o czym się nie mówi głośno. Wstyd. Zakłopotanie. Niepewność. OKRES.

Jestem szczęśliwą posiadaczką kubeczka menstruacyjnego. Pierwsza myśl o nim była dla mnie przykra i odrzucająca. Zanim użyłam naczytałam się wypowiedzi na forach, naoglądałam filmików na YT i w końcu kupiłam. Moja edukacja i zmiana w tej sferze trwała blisko pół roku.

I polecam. I niezmiennie się zachwycam. To najwygodniejsze, najbezpieczniejsze i najbardziej higieniczne rozwiązanie na okres.

Tymi metodami w zasadzie mogłabym już zlikwidować kosz na śmieci w łazience – tylko co z nim zrobić? No przecież go nie wyrzucę 😊.

Sprzątanie i pranie

Długo trwało, zanim przełamałam się w tej materii. Nie wiedziałam, jak się zabrać za chemię sprzątającą dom. Jak wyeliminować plastik z płynem do prania, domestos, gąbeczki, płyn do mycia szyb itp. Na pierwszy ogień poszła zmiana w zakresie płynu do mycia szyb – woda z octem zastąpiła go znakomicie. A potem to już potoczyło się szybko. Poszłam na warsztaty i nauczyłam się robić własny proszek do prania i pastę do czyszczenia, a na drutach wydziergałam pierwszą myjkę ze sznurka konopnego. Moja chemia jest tania, przyjazna środowisku (w pełni biodegradowalna) i nie wdycham już żadnych świństw.

Styl życia

Przestałam kupować kolorową prasę – prenumerują ją cyfrowo. Z książek się jeszcze nie wyleczyłam, ale część kupuję na czytnik.

Płacąc kartą proszę o niedrukowanie potwierdzenia, bilety PKP i MZK kupuję przez telefon i ich nie drukuję. Nie kupuję kawy w papierowym kubku (to nie jest papier tylko plastik) – mam swój kubek, do którego kawa jest mi nalewana. Kiedy zamawiam coś do picia od razu uprzedzam, żeby nie dawano mi słomki. Kupuję mniej ciuchów. W zasadzie w ogóle kupuję mniej i bardziej rozsądnie. Pozbyłam się większości rzeczy, których od lat nie używałam, a zalegały w kuchni, łazience garderobie – oddałam je na facebookowej grupie wymiany rzeczy.

Poszerzył się mój krąg znajomych. Dzięki warsztatom poznałam wielu ciekawych ludzi. Ludzi z pasją, zacięciem i wizją, którzy mnie zachwycają i motywują.

I co dla mnie najtrudniejsze, ograniczam jedzenie mięsa. Nie jestem jeszcze w stanie rzucić go zupełnie, ale mięsny obiad mam maksymalnie 3 razy w tygodniu, a śniadania i kolacje są bezmięsne zawsze.

Tyle wysiłku, starań, a nadal mam kosz na śmieci

Nigdy nie będziesz idealny – nikt nie jest. Po jakimś czasie oswajasz się z myślą, że w zasadzie zrobiłaś wszystko, co można (w granicach zdrowego rozsądku), a śmieci nadal są. Pracujesz ciężko, żyjesz szybko i zwyczajnie wpadasz do sklepu po kilka produktów na obiad, a bezśmieciowej altrernatywy brak. Nie czyńmy sobie wyrzutów.

Moim zdaniem Zero Waste to utopia (w każdym razie w Polsce). W dzisiejszym zabieganym świecie nie da się nie śmiecić, choć założycielka tego ruchu Bea Johnson zdaje się temu przeczyć.

Zadawalaj się LESS WASTE. I tak robisz więcej niż przeciętny Polak. Kiedy dochodzi do Ciebie myśl o rezygnacji, nie zrażaj się, rób dalej swoje. Rozsiewaj ideę. Nie poddawaj się. Każdy krok jest ważny. Im nas więcej (a rośniemy w siłę z roku na rok) tym większa szansa na zmianę.

Ja mam opór w domu, mój Partner nie podziela w pełni moich poglądów w zakresie nieśmiecenia, ale akceptuję to. Nie mogę zmieniać nikogo na siłę. Taki styl życia to świadomy wybór każdego z nas.

Podziw

Dlaczego to robię? Bo głęboko wierzę, że jeszcze możemy zmienić świat. Robię to dla pokolenia Grety Thunberg i dla niej samej. Jeśli nie wiecie kim jest ta Dziewczyna, to czas zajrzeć do Wikipedii.

Dziś zapowiadam kolejną zmianę

I znowu robię to głośno – bo to zobowiązuje. Na co dzień jestem wspólniczką kancelarii prawnej. Produkujemy ogromną ilość śmieci – szczególnie makulatury. Od nowego roku będziemy się zmieniać. Od nowego roku będziemy mniej śmiecić. To będzie dopiero wyzwanie!

Wyborcza.pl
Wielka Pacyficzna Wyspa Śmieci jeszcze większa, niż myślano
Tomasz Ulanowski

22 marca 2018 r.

Krążąca na środku największego oceanu świata śmieciowa wyspa składa się głównie z plastiku i waży aż 45-129 tys. ton. To 4-16 razy więcej, niż wcześniej szacowano.

Wyniki swoich szacunków międzynarodowy zespół naukowców publikuje w najnowszym wydaniu pisma „Scientific Reports”. Badacze opracowali je na podstawie próbek pobranych sieciami oraz wykonując serię zdjęć lotniczych.

Jak piszą uczeni, Wielka Pacyficzna Wyspa Śmieci ma powierzchnię aż 1,6 mln km kw. – czyli blisko pięciokrotnie większą niż Polska. Za sprawą prądów morskich dryfuje pomiędzy Hawajami a Kalifornią.

Naukowcy wyliczają, że 99,9 proc. krążącej w niej masy śmieciowej stanowi plastik. Przeszło trzy czwarte jej masy to odpadki o średnicy przekraczającej 5 cm. A co najmniej 46 proc. to utracone przez rybaków sieci (..)”

Olga Wacławik

Absolwentka X LO w Toruniu, Wydziału Prawa na UMK w Toruniu, a od 2008 r. radca prawny. Od 2010 r. partner w kancelarii Cieciórski, Wacławik Spółka Partnerska Radców Prawnych w Toruniu – kancelarii innej niż wszystkie.

By odpocząć, pakuje do plecaka najpotrzebniejsze rzeczy i rusza na wyprawę. Z każdej przywozi barwne opowieści i lokalne smakołyki. Interesuje się polską sztuka współczesną. Dużo czyta. W ostatnim czasie ogranicza produkowanie śmieci i promuje wśród znajomych trendy zero/less waste.

2 komentarze Dodaj własny

  1. Małgorzata pisze:

    Brawo ty! Podziwiam i będę się inspirować. Małymi krokami, bo inaczej się zrażę. Myślę sobie, że nawet te małe zmiany mają znaczenie.

    Polubienie

  2. Jak ja się cieszę, że coraz więcej osób jest świadomych i żyje w stylu zero waste. Przyznaję się bez bicia, byłam bardzo głupia i używałam wiele plastiku w swoim życiu. Powoli się przestawiam, segreguję śmieci, używam tego co Ty (szczoteczki bambusowe to mój faworyt), mam siatkę wielokrotnego użytku, itp. Może zmienimy ten świat w końcu na lepsze.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s