Czym jest empatia?

Wiele się ostatnio o niej mówi, różnie pojmuje. Czasem ubiera się ją w budzące dyskomfort słowa – łączy z heroizmem i poświęcaniem dla innych kosztem siebie. Często myli ze współczuciem, pogrążaniem się w bólu drugiego człowieka, identyfikacją z jego emocjami. Dla mnie najbardziej wspierające, uwalniające i autentyczne jest ujęcie empatii jako sposobu towarzyszenia, pełnej skupienia obecności oraz słuchania drugiej osoby, by za jej słowami, niezależnie od ich treści, odnajdywać jej uczucia i potrzeby. „To pełne szacunku zrozumienie cudzych przeżyć” (1)

TYLKO JAK TO OSIĄGNĄĆ? JAK ZROZUMIEĆ EMPATIĘ?

Anka leży na kanapie przykryta po uszy. Jej sklejone od łez włosy wypełniają zagłębienia koca. Zużyte chusteczki ścielą dywan, jak stokrotki łąkę. Chciała z nim zbudować dom, rodzinę, zainwestowała w ten związek wszystko co miała – serce, czas, pieniądze. Teraz została z niczym. Po ośmiu latach narzeczeństwa, wspólnym mieszkaniu i planach na przyszłość on po prostu poszedł do łóżka z plastikową lalą poznaną na dyskotece. Jakiś dramat! Wszystko przepadło! Nie ma nic.


Dzwonek do drzwi. Dzwoni. „Niech sobie dzwoni – myśli. – Podzwoni i przestanie. Ten ktoś odejdzie, jak wszyscy odchodzą, a ja sobie tu cichutko umrę.” Głośny jęk, a potem łkanie wydobywa się ze środka Anki. Ściska, jeszcze mocniej niż wcześniej, gdzieś w okolicy mostka. Ktoś nie odchodzi. Dzwonek dzwoni natarczywie. Raz za razem: dingdong, dingdong, dingdong… Anka wysuwa się niechętnie spod koca i człapie resztką sił do drzwi. Otwiera, nie patrzy na gościa, wraca do bezpiecznego gniazda na kanapie.

SULINA

– Marek mi powiedział! – mówi Sulina. – Wszystko wiem! Po cholerę zabierał go na ten wieczór kawalerski? – przyjaciółka siada na fotelu i z niechęcią omiata wzrokiem rozgardiasz panujący w salonie. – Moje ty biedactwo! Opowiedz mi o tym. Anka! Musisz o tym mówić, inaczej cię zeżre od środka.


Anka nie chce mówić. Leży nieruchoma pod kocem. Nawet już nie płacze.

Czemu on to zrobił? Przecież miał wszystko! A może jednak nie? – Sulina myśli głośno kierując wzrok ku sufitowi. – Wiesz? Mówią, że zawsze wina leży po obu stronach. Może on szukał u tej lali tego, czego ty mu nie dajesz? Może to dobrze, że tak się stało? No, to znaczy, że teraz, przed ślubem – dodaje lekko zakłopotana. – Bo może dzięki temu będziesz wiedziała czego on chce? Może trochę więcej spontaniczności w łóżku? Nieee! No co ja gadam! Anka! Ty se lepiej trochę pokrzycz. Co? Chcesz? Dawaj! Ja tu jestem, przyszłam dla ciebie. Możesz sobie ulżyć. No dawaj! Wywal tę złość, powiedz co ci leży na duszy! A jak on przyjdzie do domu, to ty mu powiedz. Ty mu powiedz jaki z niego cham! On zmięknie, zobaczysz… A ty mu wtedy wybaczysz i będzie jeszcze lepiej niż wcześniej. Zobaczysz, wszystko się ułoży. Tylko trzeba czasu kochana. No, to ja już polecę, bo obowiązki wzywają. Jakby co, to możesz do mnie dzwonić. Do mnie, jak w dym. Możesz sobie pokrzyczeć, zawsze wysłucham. To pa kochana, pa!

Anka nadal leży nieruchomo na kanapie. Nawet nie poruszyła ręką podczas wizyty Suliny. Kilkunastominutową ciszę przerywa kolejny dingdong. Tym razem ktoś nie czeka na gospodarza u drzwi. Otwiera je z impetem i do salonu wlewa się zapach róż, a za nim Dorota.

DOROTA

– Sulina do mnie dzwoniła! Wszystko mi powiedziała! Co za gnój z tego twojego Romka! No ludzie! Kwiaty ci przyniosłam. Anka! Życie się nie kończy, zobacz jakie piękne! O matko! A tu jak po spaleniu wygląda – mówi Dorota z przerażeniem rozglądając się po salonie. – Koniec tego! – wykrzykuje zbierając chusteczki. – Gdzie masz jakiś wazon?


Dorota idzie do kuchni. Stukanie szkła przypomina Ance moment, kiedy pękło jej serce, kiedy rozsypało się w drobny mak, jak kryształowa karafka jej ojca, którą stłukła niechcący wiele lat temu… Zamraża ją ponownie.Przyjaciółka stawia róże na stole, uśmiecha się. Podchodzi do okna i rozsuwając zasłony mówi:

– Trochę światła tu trzeba wpuścić, przewietrzyć. Może ci odkurzyć? Wiesz, jak się posprząta dom, to i w głowie się poukłada – zatrzymuje się na moment w odpowiedzi na brak reakcji Anki i pochyla się nad nią. – O matko! Wyglądasz, jakbyś piła trzy dni… – siada na fotelu, wzdycha i lekko się ożywia na swoje własne wspomnienie. – A pamiętasz jak w ogólniaku wyjechałyśmy na Mazury pod namiot? Jezusie! Balowałyśmy właśnie trzy dni! Ale był ubaw, pamiętasz? Hi, hi, hi! Po powrocie spałyśmy całą dobę wmawiając starym, że to ta podróż powrotna na stopa nas tak wykończyła! Ach! – wzdycha lekuchno się uśmiechając.

– No! – zmienia nagle ton – A teraz wstawaj! Posprzątamy tu?
Dorota kładzie obie dłonie na oparciu fotela i unosi się nieznacznie w oczekiwaniu na
zgodę Anki. Nic. Cisza. Koc się nie porusza.

– Wiesz co? – mówi ciszej niż przedtem pochylając się do przodu. – A może ty też się puść? Co? Będzie remis. A co?! Nie możesz?
Koc ani drgnie.

– Nie możesz… – przyjaciółka podsumowuje ze smutkiem i bez słowa wychodzi.

Cisza.
Wdziera się w umysł Anki, aż dzwoni w uszach.

Dingdong.
Naprawdę dzwoni.
Ktoś wchodzi. Stąpa ostrożnie, siada na tym samym fotelu, który gościł Sulinę i Dorotę. Cisza.


JULIA

Anka wygląda jednym okiem spod koca. To Julia, jej trzecia najlepsza przyjaciółka. Patrzy na Ankę i przymyka na chwilę oczy.

– Jestem – mówi miękkim i cichym głosem.
Anka zasypia. Budzi się zaśliniona, ledwo może otworzyć zapuchnięte od płaczu oczy. Widzi Julię. Opiera głowę na wysokim oparciu fotela. Podnosi ją usłyszawszy szelest dochodzący z kanapy.

– Jestem, Anka – mówi i kładzie głowę z powrotem.

Mijają godziny. Anka zamyka oczy, a może nie? Może zamyka świat stojący przed jej oczyma? Widzi Go. Widzi Romana na rowerze w Małkowej. Spali tam na sianie pieszcząc ciała źdźbłami suchych traw. Widzi, jak odgarnia swoją zbyt długa grzywkę z oczu i uśmiecha się na jej widok. Potem widzi, jak dotyka plastikowej lali z dyskoteki z tym samym pożądliwym uśmiechem.

– Myślałam, że tylko na mnie tak może patrzeć – mówi cichym, pochrypiałym głosem – Myślałam, że jest między nami coś magicznego – przerywa i zaczyna znowu, ale już głośniej – Wiesz Julka? Wkurwa mam! Bo mi to obiecał, że na nikogo tak nie będzie patrzył!

Anka siada na kanapie, a przyjaciółka pochyla się lekko w jej stronę. Podpiera brodę ręką.

– Yhm… Jesteś rozczarowana? – pyta.

– No raczej!!!

I Anka zaczyna opowiadać, krzyczeć, wymachiwać rękoma. Potem płacze, znowu krzyczy. Cichnie nagle, pyta:

– A może, gdybym była inna, może by do tego nie doszło?
Nie czekając na odpowiedź zaczyna rozpaczliwie łkać w poduszkę, a Julka głaszcze jej długie włosy.

– Co ja robię? Co ja robię! – pyta Anka – przecież zdrady zdarzają się statystycznie w co drugim związku. To normalne! Ha! Nie? Nie normalne? Boże! To ja jestem nienormalna! Anka śmieje się głośno, nagle śmiech przeradza się w wycie i szloch.

– Ja nie chcę żyć! Ja chcę zasnąć, chcę zapomnieć!!! Może wtedy on mnie doceni? Co? Może zobaczy jak się starałam? Co? Julka?!

Anka rzuca się w objęcia przyjaciółki. Długo jeszcze tak opowiada. Na zmianę złości się i łagodnieje. Julka słucha. A kiedy mija trochę czasu Julka słucha, jak Anka się uspokaja, wycisza. Jak w smutku wzdycha z ulgą. I patrzy, jak Anka wstaje z gniazda na kanapie, zbiera chusteczki obcierając nos i pyta:

– Napijesz się herbaty?

EMPATIA ZNACZY POWSTRZYMAĆ SIĘ

Kiedy się słucha cudzych uczuć i potrzeb bardzo dużo się przez to „mówi”. Mówi się, że jest się blisko tego, czego w danym momencie doświadcza druga osoba bez jednoczesnego emocjonalnego utożsamiania się z jej doświadczeniem. Tym samym tworzy się dla niej bezpieczną przestrzeń, w której ona może przebywać, przyglądać się swojemu bólowi, cierpieniu, czy radości, na swój sposób – jedyny i niepowtarzalny sposób. Bo ona, ta Anka, jest jedynym i niepowtarzalnym człowiekiem z własnym doświadczeniem, które my możemy starać się zrozumieć nie wnosząc tam jednak własnych przeżyć. Możemy powstrzymać się od udzielania rad, edukowania, porównywania, chęci naprawiania, oceniania, osądzania, upominania, pocieszania, litowania, bagatelizowania, czy opowiadania własnych, podobnych historii. Wtedy dokładnie możemy usłyszeć, co jest w niej żywe – które słowa zawierają największy ładunek emocjonalny? To właśnie w nich znajdziemy wskazówki odnośnie tego, co w rzeczywistości dzieje się z osobą, która do nas mówi. Co jest dla niej teraz ważne? Wyobraźmy sobie, co może czuć ta Anka? Rozczarowanie, że coś się wydarzyło? Jeszcze większe, że coś innego się nigdy nie wydarzy? Jeśli potrafimy, ubierzmy to w słowa, jeśli nie – powstrzymajmy się od mówienia czegokolwiek. Nasze zrozumienie i troska i tak dotrą do serca drugiego człowieka. I wtedy ono się na nas otworzy, przyjmie swój żal, rozpacz, rozczarowanie, rozgoryczenie i smutek. Otwierając się na drugiego człowieka otwieramy się na świat. Wtedy rodzi się kreatywność i motywacja płynąca z głębi naszego własnego doświadczenia. Nie jest ona ani Suliny, ani Doroty, ani nawet Julki, tylko nasza własna – jedyna i niepowtarzalna, dlatego taka możliwa do przyjęcia i realizacji natychmiast. Empatyczna obecność jest darem dla drugiego człowieka, jednocześnie jest darem dla nas samych. „Dzięki niej karmimy się zaufaniem innych doświadczając czystego, esencjonalnego i nieskrywanego człowieczeństwa w całym jego niepowtarzalnym pięknie” (2). Jestem. Jestem tu dla ciebie.

1) M. B. Rosenberg, Porozumienie bez przemocy. O języku życia, Czarna Owca, Warszawa 2017, s. 137

2) M. Kashtan, Niezwykle świadome życie. Świat skrojony na miarę ludzkich potrzeb. Tom II:
Postanowienie o życiu bez przemocy, Poznań 2018, s. 65.

Kasia Raabe. Zafascynowana relacjami międzyludzkimi. Pedagog z wieloletnim doświadczeniem i otwartością na to, co przynosi życie. Trener komunikacji empatycznej. Wie jak wspierać ludzi w odkrywaniu piękna ich wrażliwości w kontakcie z własnymi dziećmi, podopiecznymi, uczniami, bliskimi, przełożonymi, zespołem w pracy, z samym sobą. Swoją inspirację do pracy i życia czerpie z Porozumienia bez Przemocy wg M. Rosenberga i Gentle Teaching Johna McGee. Wierzy w sens empatycznego dialogu, w którym jest przestrzeń na szczere wyrażanie siebie z jednoczesnym uwzględnieniem wrażliwości drugiej strony w relacji. Prywatnie matka dorosłej córki, zwyczajna żona, gospodyni domowa. Łączy codzienne robienie zakupów z pracą na etacie, gotowanie z prowadzeniem własnej firmy i pasją pisania.
https://www.facebook.com/madeinempathy/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s