PROJEKT NIEKONWENCJONALNY czyli eksplozja artystyczna po zderzeniu pokrewnych sobie dusz

KASIA: TU I TERAZ

Poniedziałek, 10 czerwca 2019 godzina 4:00 nad ranem. Siedzimy na peronie z kubkiem kawy w ręku, zmęczeni jak jasna cholera, ale pełni entuzjazmu i pozytywnej energii. Nikt z nas nie spodziewał się, że tak będzie wyglądał miniony weekend. Gdyby opisać go w hasztagach, to z pewnością ten post wzbudziłby zainteresowanie każdego użytkownika na instagramie i facebooku. Emocje jeszcze trzymają, choć na horyzoncie było już widać nadchodzącą rzeczywistość. Szafa, przez którą przeszliśmy do świata Narni postanowiła nas swymi drzwiami z powrotem wypluć. Jednak, gdy raz przestąpi się próg zaczarowanego świata, to choćby nie wiem co, już się z niego sercem nie wyjdzie.

MARCIN: DOBRO POD MASKĄ DEMONA

Odkąd pamiętam byłem niepokorny. Krzywy. Fascynowała mnie inność i wszelakie formy brzydoty. W latach osiemdziesiątych lubiłem stylizacyjną poetykę zespołów heavy metalowych, te wielkie nastroszone fryzury, mroczne makijaże i wykrzykiwane ze sceny „bloody hell” w pokracznych pozach i z wymownymi gestami obu rąk. Lubiłem gdy chłopaki z Motley Crue wkładali sobie ogóra w opięte leginsy, kradzione młodszym siostrom. Wieszałem plakaty na ścianę mocując je do tapety klejącą, bezbarwną taśmą. Posiadałem też katolicki krzyż nad drzwiami do pokoju, a tuż obok pomalowaną gębę z plakatu King Diamond. Skrzeczący głos księcia ciemności wypełniał moje 8 metrów wszechświata. Lubiłem klaunów w cyrku. I gabinety strachu. I w wiele jeszcze innych dziwadeł powodujących, że dorastanie było niezapomnianą przygodą. W dorosłym życiu wciąż to wszystko lubię.

Nie mam już plakatów i krzyża nad drzwiami, ale głowę po sam sufit zapełnioną obrazami, myślami, ideami i – co chyba najpiękniejsze i z czego jestem na swój sposób dumny – pokraczną estetyką. To właśnie powoduje, że biorąc się za bary ze sztuką, mocuję się z jej najbardziej odklejonymi od rzeczywistości formami. I sprawia mi to niewysłowioną radość. Chyba właśnie dlatego, tworząc PREPOSTEVOLUTION poszukuję form wyrazu, które są zgodne z tym nagromadzonym w mózgu bajzlem. Mógłbym projektować proste ciuszki. Ale nie. Materiały do powstania tychże zdobywam w nieoczywisty sposób. Mógłbym uprościć formę. Ale nie. I milion jeszcze „ale nie” mógłbym tu przytoczyć. I to właśnie jest w tym najpiękniejsze. Mogę tworzyć dziwadła. Bo mogę! Ale w całym tym szaleństwie jest metoda…

Moje dziwadła powstałe dla marki Prepostevolution, oprócz oczywistej szokującej warstwy estetycznej, mają także głęboko zakorzeniony aspekt społeczny i kulturowy. O tym, że mogę tworzoną modą i pokazami pomagać ludziom jestem więcej niż święcie przekonany. I to jest ten piękny aspekt, który chciałbym by unosił się jak duch zawsze nad moimi projektami, przypominając obcującym z moją sztuką ludziom, że to nie dziwnie pojęta, wyeksponowana brzydota, że to nie jest epatowanie mrokiem, ale że pod tą demoniczną maską, kryje się dobro i chęć niesienia pomocy innym. Walczące z nowotworami wojowniczki, zbierające „na nowe cycki i dragi” kobiety po mastektomii, wojownicy z protezą nogi, dziaduszkowie, o których świat zapomniał, a którzy przed obiektywem aparatu czy na wybiegu, mogą wnieść niesamowitą radość życia i doświadczenie.

KASIA: NIC NIE DZIEJE SIĘ PRZEZ PRZYPADEK

Pewnego kwietniowego popołudnia zobaczyłam na facebooku post o wydarzeniu dla fotografów. Gość specjalny Marcin Urzędowski ze swoją marką Prepostevolution miał tworzyć stylizacje. Pierwsza myśl: ale super, jadę! Nie wiem kto to, nie wiem po co mi to do portfolio, ale warto zrobić coś innego, by nie popaść w marazm. Do pleneru organizowanego przez Fotogenerator pozostały 3 dni i musiałam się uporać z uruchomionym w mej głowie gadzim mózgiem mówiącym „nie jedź, a po co ci to”. Ale pojechałam. Było szaro, deszczowo, a w drewnianej chacie w świetle lamp tłum ludzi. Modelki, wizażystki, fryzjerki, organizatorzy i pełno dziwacznych klamotów, które wzbudzały we mnie mieszane uczucia. Usłyszałam, że stylista zaraz przyjdzie i będzie tworzył. Gdy wróciłam do chaty po 15 minutach, ujrzałam człowieka o nieco ekscentrycznym wyglądzie, który z wielkim skupieniem odziewał modelkę. Tak bardzo był skupiony na swojej pracy, że nawet nie spojrzał w moja stronę, gdy przymierzałam się do zrobienia zdjęcia backstage. Z ciekawością przyglądałam się, jak powstaje stylizacja tworzona na miejscu. Czułam, że to co będzie efektem końcowym sprawi, że szczękę będę zbierać z podłogi. I tak też było.

Dark pink chwyciła mnie za serce, a w mojej głowie pojawiła się jedna myśl – potrzebuję skrawka lasu, drzewo, jakiś powalony konar. Proście a będzie wam dane, więc się i konar znalazł. Gdyby mi wtedy ktoś powiedział, że to jedno zdjęcie ubranej na różowo modelki wchodzącej na konar drzewa zmieni kierunek mojej kariery zawodowej, to z pewnością kazałabym takiemu kupić sobie gumowy młotek i bzdury z głowy powybijać. Gdy opublikowałam zdjęcie w sieci zaczęły dziać się cuda. Ziemia zadrżała pod mymi stopami, gdy ów niedostępny dla mnie Marcin Urzędowski wsadził kij w mrowisko, zamieszał i mą skromną osobę wzniósł na wyżyny. Jego kreatywność postawiła mi wysoko poprzeczkę, a tym samym otworzyła we mnie to, co od dawna w sercu kryłam.

KASIA I MARCIN: NASZE DRZWI DO NARNI

Ludzie poznają się poprzez przywitanie, podanie ręki, rozmowę. Oceniamy potem nowo poznaną osobę w sposób powierzchowny biorąc pod uwagę wygląd, status społeczny itp. Marcin i ja poznaliśmy się poprzez finalny efekt swych prac, w których jest nasze całe serce i dusza. Kiedy Marcin spytał mnie czy chciałabym wspólnie z nim zrobić kalendarz na 2020, to nawet przez sekundę się nie zastanawiałam nad odpowiedzią, bo była ona dla mnie oczywista. Tym oto sposobem nasza znajomość nabrała kosmicznego rozpędu i tydzień później siedzieliśmy przy dobrej kawie w jednej z warszawskich restauracji planując wspólne działania. Wróciłam z Warszawy i coś we mnie pękło. Marcin ukruszył ten wielki kamień co tkwił w mojej duszy od zawsze. Kamień skruszał, a z jego środka wylała się cała esencja mojej dotąd nie pokazanej światu kreatywności. Poczułam tak ogromny napływ pomysłów związanych nie tylko z fotografią, ale w głównej mierze z pomysłami na stylizacje, że musiałam zacząć szybko działać. Marcin jest tak bardzo przesiąknięty artyzmem w wielu dziedzinach, że mógłby być mitycznym bogiem zwanym „MultiArtKreator”. Podziwiam go za to, że ma odwagę manifestować swoje jestestwo nie przejmując się opinią innych. Mimo trudu związanego z byciem artystą w dzisiejszych czasach, nigdy nie zrezygnował z tego co kocha i przez to może nazywać się prawdziwym szczęściarzem. Mimo mrocznej wizji apokaliptycznej jaką przedstawia w swoich stylizacjach, wcale nie jest człowiekiem z mroku. Pod tą rdzawą, ubłoconą i wzbudzającą mieszane uczucia powłoką kryje się ogromny entuzjasta życia o ciepłej aurze koloru pomarańczy. To człowiek z bardzo wysoko rozwinięta intuicją i otwartym sercem. Okazał się moją bratnią duszą, rozumiemy się doskonale w
każdym aspekcie życia. Szanujemy własną przestrzeń i słuchamy siebie wzajemnie. Przy współpracy, szczególnie artystycznej, potrzebna jest alchemia, która zawsze działa twórczo. Marcin ma swój świat, swoje wizje, ale potrafi być elastyczny i liczy się z moim zdaniem, za co jestem mu ogromnie wdzięczna. To co nas jeszcze łączy, to ogromna empatia oraz wspólna misja.

WSPÓLNY PROJEKT: KALENDARZ Z UDZIAŁEM OSÓB PO AMPUTACJACH

Poprzez sztukę chcemy pomagać innym, zwracać uwagę na bardzo ważne aspekty jednak nie poprzez skupianie się na problemie, a na rozwiązaniach. Postanowiliśmy stworzyć ciekawy projekt z udziałem osób po amputacjach. Przedstawić ich historię poprzez sztukę. W efekcie pragniemy stworzyć kalendarz 2020 oraz zorganizować event z wernisażem i pokazem mody postapokaliptycznej przy muzyce na żywo w wykonaniu Marcina. Ja myślę jeszcze o książce z historią 12 uczestników naszego projektu, w której znalazłyby się zdjęcia z planu zdjęciowego oraz z tego co działo się poza planem. Projekt jest w trakcie realizacji, ale takie przedsięwzięcie wymaga sporego nakładu pracy, a przede wszystkim środków finansowych. Mamy ogromną nadzieję, że ludzie dobrego serca wesprą nasz nietuzinkowy projekt artystyczny i tym samym w naszym mieście zadzieje się coś innego niż zwykle.

Już niebawem ruszy zbiórka na powyższy cel. Zapraszamy do śledzenia fanpage Madam Miko oraz Prepostevolution.

Kasia Miko – artystyczna dusza od urodzenia z szóstym zmysłem, entuzjastka szeroko pojętej sztuki. Jej pasją życia jest fotografia, przede wszystkim portretowa. Patrzy ludziom głęboko w oczy i fotografuje ich dusze. Pasjonatka podróży, spacerów boso po lesie i przytulania się do drzew. Pozytywnie nastawiona do życia, otwarta na nowe doświadczenia. Ekstrawertyczna, ezoteryczna, wierzy w karmę i inkarnację.

Marcin Urzędowski – niespokojny duch, intuista, związany od 20 lat z muzyką perkusyjną, sztuką improwizacji oraz modą. W roku 2017 powołał do życia markę odzieżową PREPOSTEVOLUTION, której recyklingowe projekty w duchu Trashion inspirowane są wizją postapokaliptycznego świata. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s