WOLNOŚĆ – trudna droga wyborów, która jest warta swojej ceny

PRAWDZIWA HISTORIA Z PEWNEGO CYTATU

„Łukasz drżącą ręką złożył podpis na karcie obiegowej i położył kluczyki do służbowego auta na biurku recepcjonistki biura zarządu. Gardło dławiły rozpacz i niedowierzanie, ale jednocześnie w sercu czuł ulgę z powodu zakończonej walki. Do samego końca bronił swoich zasad i metod działania. Przechodząc przez obrotowe drzwi, zatrzymał się, aby ostatni raz spojrzeć na imponujący gmach firmy. Krzyk mew mieszał się w jego głowie ze strzępkami niedawnej rozmowy z głównym dyrektorem sprzedaży:

– Czasy się zmieniają. Potrzebujemy ludzi, którzy wezmą odpowiedzialność za bolesne, niezbędne zmiany. Po przeanalizowaniu benchmarków oddziału, którym pan zarządza, okazało się, że jest całkowicie niedochodowy. Czy mógłby pan wyjaśnić, jak doszło do takiej sytuacji?

– Ze współczynnikami dotyczącymi dochodowości zmagamy się od chwili, gdy je wprowadzono. Uważam, że wyjątkowo niesprawiedliwie pomijają specyfikę naszego lokalnego rynku. Według nich miesięczne normy przypisów składki na menedżera są większe niż nasz plan kwartalny. Nawet jeżeli sieć agencyjna podwoiłaby swoją sprzedaż, nie osiągnęlibyśmy tego współczynnika.

– Rozumiem, ale to nie jedyny aspekt, który zaniża dochodowość waszego oddziału. Koszty podróży służbowych, cateringu i szkoleń są, co prawda, w normie, ale inne oddziały praktycznie ich nie wykazują. Skąd ta różnica?

– Uważam, że codzienne wizyty u agentów są podstawą budowania relacji. W większości właśnie na bezpośrednich wizytach jesteśmy w stanie przekonać ich do sprzedaży.

Główny dyrektor sprzedaży pochylił się w stronę Łukasza i spojrzał mu w oczy z wyrazem triumfu, ubolewania, kpiny i współczucia zarazem:

– Relacje, panie Łukaszu, to mogą być rodzinne.

Słowa jego zwierzchnika raz po praz dudniły mu w pamięci, oblewając twarz gorącą falą upokorzenia. Zawsze sądził, że to on odejdzie pierwszy. A mimo to nie składał broni nawet w momencie, kiedy jego przekonania i ideały były dla firmy jedynie niewygodną wymówką na brak wyniku. Ostatecznie więc mógł być z siebie dumny.

Jego umysł bombardował go wspomnieniami wszystkich nieprzespanych nocy, które poświęcił na opracowywanie strategii, działań i raportów. Kochał tę pieprzoną pracę. Miał tylko ją, więc do czego ma teraz wracać? Na myśl o bezczynnym wieczorze wpadł w panikę. W jednym momencie stracił wszystko, łącznie z kontaktem ze światem. Czuł się upokorzony, bo odebrano mu nawet szansę napisania pożegnalnego maila do ludzi, którzy przez kilka lat byli całym jego światem. „Relacje rodzinne” – to był już cios poniżej pasa. To właśnie przez poświęcenie się firmie ich nie miał.”

Powyższy fragment pochodzi z powieści „Burze na Słońcu” Ezo Oneir

JAK POKOCHAŁAM PONIEDZIAŁKI

Łukasz z „Burz na Słońcu” został postawiony przed faktem dokonanym, chociaż wiele razy zbierał się na odwagę żeby odejść z własne inicjatywy. Był jednak jak ta żaba w garnku, która orientuje się zbyt późno, że utraciła kontrolę nad sytuacją. Tymczasem wolno ci zostawić za sobą każdą historię, w której się nie odnajdujesz. Czasami odejście jest najtrudniejszą, ale najlepszą rzeczą jaką możesz dla siebie zrobić. Odejście pozwala na nowy początek, ponowne odkrycie siebie dla świata.

W poniedziałek spotkałam się z bardzo uzdolnioną bydgoską malarką Agnieszką Dębczyńską. Przy białej herbacie podziwiałam jej ceramiczne naczynia i nowe obrazy. Obok nas spokojnie i z zaufaniem pochrapywał jej biały, duży pies. Przez okno wpadały promienie wiosennego słońca. Rozmawiałyśmy o tym, jak dobrze być tu i teraz. I że obie przeszłyśmy podobną walkę o obranie takiej ścieżki w życiu, aby ten konkretny poranek tak wyglądał. Jakie obecnie jesteśmy? Silne, z ogromnym poczuciem niezależności twórczej, zorganizowane i przekonane o słuszności podjętej decyzji. Bo gdy robisz to, co kochasz – staje się to celem samym w sobie. Miałyśmy dla siebie tyle czasu, ile było nam potrzebne do poruszenia i wyczerpania istotnych tematów. Zero pośpiechu. Work-life balance. Więc jeżeli kiedykolwiek zastanawiasz się czy warto „rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady”, to z mojej perspektywy odpowiem, że warto. To, czy okaże się to wartością również z twojego punktu widzenia, musisz przekonać się sam.

Czas nie zwolni. Dni wciąż przepływają bardzo szybko i często trudno zapanować nad chaosem. Ale mam komfort, że mogę powiedzieć „stop”. Przesunąć coś, odmówić komuś, wycofać się i odwołać. Przystanąć i odetchnąć. Nacieszyć się dłużej chwilą, której kiedyś bym nie zauważyła lub musiałabym w połowie zachwytu z niej zrezygnować, żeby gnać gdzieś dalej. Gnać bez sensu po osiąganie nie swoich celów.

Pamiętaj, że po podjęciu decyzji i obraniu tylko swojej ścieżki dostaniesz od życia mnóstwo wsparcia i niespodzianek. I odwrotnie. Możesz spodziewać się ciosów od tych, którzy deklarowali zawsze pomoc. Ale z czasem zauważysz coś o wiele bardziej zaskakującego. Zauważysz, że osoby, które kwestionowały twoje wybory, z ukrycia cię doceniają i inspirują twoimi działaniami. Chcą stać w podobnym miejscu, ale kłóci się to z ich pojęciem wolności. Zaczynasz rozumieć też, że nigdy się od nich tego nie dowiesz. Tylko ludzka bezsilność sprawia, że inni zaniżają twoją wartość dla własnej korzyści. Nigdy nie chodzi o to, żeby potępić ciebie. Zawsze chodzi o to, żeby zmniejszyć własny ból i strach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s